niedziela, 20 listopada 2011

Błędne Koło

Zawsze kiedy za oknem już ciemno, ogarnia mnie jakiś taki refleksyjny nastrój. Nie wiem czy to dobrze czy źle, że tak siedzę i myślę o wszystkim i niczym doszukując się sensu w moich kłębiastych myślach. Gdy spojrzę w tą bezkresną czerń późno jesiennego nieba wracają do mnie wspomnienia, te miłe jak również i te których nie chcę więcej pamiętać. Najbardziej boli jednak monotonia która zatacza się w błędne koło wokół mnie, a ja nie umiem (lub też nie chcę, sam nie wiem) się z niego wyrwać. Zapomnieć o tym co było nie jest wcale tak łatwo, a w szczególności jeżeli sam włożyłeś w to masę swego serca cierpiąc przy tym. Rozsypało się no trudno, ale nikt nie postawił się w mojej sytuacji i nikt tak na prawdę nie zrozumie tego co ja przez ten cały czas przeżywałem. Miałem nadzieję, no ale nic nie pomogła. Jednak najgorsze w tym wszystkim było to, że moje uczucia, których tak wiele w to wszystko wkładałem, zostały ot tak sobie wyrzucone, i zero jakichkolwiek uczuć skruchy, żalu czy chociaż lekkiego smutku, dziecku znudziła się zabawka więc pora rzucić w kąt, zapomnieć i znaleźć sobie inną, tak? To pewnie dlatego jestem ostatnimi czasy beż życia, energii, i werwy do czegokolwiek. Mimo, że nie pokazuję po sobie to jednak nadal mnie to wszystko boli. Całe to moje poświęcenie poszło jak kamień w wodę. A ty masz zapomnieć i żyć dalej jak gdyby nic się nie działo.
Nierealne jest to żeby wymazać z pamięci prawie cztery teraz już zmarnowane lata. Całe szczęście które się we mnie przez ten czas zbierało, zostało zniweczone dosłownie w jednej chwili. Teraz jest tylko pustka. Pustka, która czeka na chwilę kiedy zostanie wypełniona szczęściem, a moje życie znów stanie się bardziej kolorowe. Znów scenariusz się powtarza bo zostałem po raz kolejny z Nadzieją przy boku.     

poniedziałek, 7 listopada 2011

Odrobina Nihilizmu

Ostatnimi czasy wiele zmieniło się wokół mnie, i ja sam odkryłem w sobie jakiś inny pierwiastek. Na mojego pecha nie jest on mi wcale przydatny, wręcz przeciwnie, coraz bardziej daje mi się we znaki. Coraz to gorszym nastrojem, brakiem energii, werwy, motywacji, przytłacza wszelkie moje chęci do podjęcia jakiegokolwiek działania. Kłęby negatywnych myśli roją mi się w głowie, po dłuższym zastanowieniu nic nie ma głębszego sensu, i tak z dnia na dzień. Przytłacza mnie to wszystko i zamyka w odmętach moich myśli prowadzących donikąd. Siedzę tak na co dzień i zawszę pojawia mi się w umyśle jedno zasadnicze pytanie:
Co będzie jutro?
Może jednak wydarzy się coś co przywróci moje życie do sensu. Wiem, że biernością i narzekaniem nic nie zdziałam, no ale nie chcąc nikogo trapić, muszę się chociaż tu "wygadać" co we mnie siedzi bo nie mam już siły na nic. Uszła ze mnie cała wena nawet do pisania co bardzo lubiłem, stałem się takim pustym człowiekiem bez głębi która kiedyś mnie przepełniała, coś się we mnie wypaliło i stałem się jakiś inny. Może i tego tak nie pokazuję ale naprawdę tragicznie się czuję i nie wiem czy sam sobie z tym poradzę. Chciałbym tak przenieść się do jakiegoś obcego miejsca i pobyć wśród tamtejszych ludzi, może wtedy oczyściłbym swój umysł z tej "trucizny". Lub znaleźć kogoś takiego kto wskazałby mi drogę i pokierowałby mnie nią.
Może porozmawiam z jakimś psychologiem i on mi jakoś ulży. Najgorsza w tym wszystkim jest ta PUSTKA wewnątrz mnie, nie umiem jej zapełnić i czuję, że rozlewa się po mnie jak atrament po białej karcie papieru. Nie umiem tego inaczej wytłumaczyć. Jeśli napisałem to zbyt chaotycznie to przepraszam.
A teraz idę się dalej zatracać w swoim życiu i szukać chociaż odrobiny ukojenia, które może kiedyś odnajdę.