Ostatnimi czasy wiele zmieniło się wokół mnie, i ja sam odkryłem w sobie jakiś inny pierwiastek. Na mojego pecha nie jest on mi wcale przydatny, wręcz przeciwnie, coraz bardziej daje mi się we znaki. Coraz to gorszym nastrojem, brakiem energii, werwy, motywacji, przytłacza wszelkie moje chęci do podjęcia jakiegokolwiek działania. Kłęby negatywnych myśli roją mi się w głowie, po dłuższym zastanowieniu nic nie ma głębszego sensu, i tak z dnia na dzień. Przytłacza mnie to wszystko i zamyka w odmętach moich myśli prowadzących donikąd. Siedzę tak na co dzień i zawszę pojawia mi się w umyśle jedno zasadnicze pytanie:
Co będzie jutro?
Może jednak wydarzy się coś co przywróci moje życie do sensu. Wiem, że biernością i narzekaniem nic nie zdziałam, no ale nie chcąc nikogo trapić, muszę się chociaż tu "wygadać" co we mnie siedzi bo nie mam już siły na nic. Uszła ze mnie cała wena nawet do pisania co bardzo lubiłem, stałem się takim pustym człowiekiem bez głębi która kiedyś mnie przepełniała, coś się we mnie wypaliło i stałem się jakiś inny. Może i tego tak nie pokazuję ale naprawdę tragicznie się czuję i nie wiem czy sam sobie z tym poradzę. Chciałbym tak przenieść się do jakiegoś obcego miejsca i pobyć wśród tamtejszych ludzi, może wtedy oczyściłbym swój umysł z tej "trucizny". Lub znaleźć kogoś takiego kto wskazałby mi drogę i pokierowałby mnie nią.
Może porozmawiam z jakimś psychologiem i on mi jakoś ulży. Najgorsza w tym wszystkim jest ta PUSTKA wewnątrz mnie, nie umiem jej zapełnić i czuję, że rozlewa się po mnie jak atrament po białej karcie papieru. Nie umiem tego inaczej wytłumaczyć. Jeśli napisałem to zbyt chaotycznie to przepraszam.
A teraz idę się dalej zatracać w swoim życiu i szukać chociaż odrobiny ukojenia, które może kiedyś odnajdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz