sobota, 10 sierpnia 2013

Przyjaciel, Przyjaciółka - czyli ja i moje wypociny o przyjaźni

Dla każdego z nas przyjaźń ma zapewne trochę inną definicję, dla jednych przyjaźnią są wspólne wypady na miasto i imprezy, a inna osoba może myśli, że przyjaźń jest wtedy gdy ma się paczkę "przyjaciół" i wszystko robicie razem. To jaką przyjaźń uznajecie zostawię Wam do oceny.
Z mojego punktu widzenia przyjaźń jest to możliwość przebywania z osobami dla nas ważnymi, na które możemy liczyć w tych naszych gorszych chwilach. To jest tylko jedna istota prawdziwej przyjaźni, a jest ich ogrom, że nie jestem na chwilę obecną ich wszystkich przytoczyć. Każdy z nas powinien sam się zastanowić co dla niego jest najistotniejsze w przyjaźni i posiadaniu przyjaciół.
Są też ludzie dla których pierwszy lepszy kolega od razu awansuje na najlepszego przyjaciela. Takie osoby zazwyczaj są bardzo samotne i żyją w cieniu społeczeństwa dlatego też taki pseudo przyjaciel zaczyna wykorzystywać to, że ten drugi zrobi wszystko żeby jednak go zatrzymać przy sobie. Smutne ale prawdziwe.
Trzeba bardzo uważać kogo bierzemy za swojego przyjaciela bo niejednokrotnie może się okazać, iż osoba w której pokładamy nadzieje jest zwyczajnie dwulicową istotą, do nas się przymila i słodzi a gdy nas nie ma to za naszymi plecami rozsiewa jakieś wyssane z palca historyjki. Miałem w swoim życiu kilka takich przypadków.
Przyjaciel powinien być kimś takim z którym możemy podzielić się swoimi smutkami i radością, ważne też żebyśmy czuli się dobrze gdy jesteśmy w jego towarzystwie. Jak na dobrych przyjaciół przystało powinni też mieć swoje sekrety i wspólne tajemnice.
Dla mnie istotą przyjaźni jest to, że mogę polegać na tych których zdecydowałem się nazwać mianem mojego przyjaciela czy przyjaciółki, całe szczęście, że znalazło się w moim otoczeniu kilka osób których mogę nazwać właśnie przyjaciółmi.
Dziękuję że jesteście :)

PS. Przepraszam ale może dzisiejszy post być troche monotonny i nudnawy ( bynajmniej mi się tak wydaje :c ) w przyszłych postach włożę nieco więcej energii w kolejne teksty.         

czwartek, 1 sierpnia 2013

Nocny przypływ weny

Znów jak to ja, siedzę przed komputerem i zamiast patrzeć w monitor to gapię się za okno wzrok zatrzymując na latarni, której światło wpadając do mojego pokoju tworzy magiczną atmosferę.
O czym chciałbym dziś napisać ?  No właśnie, jako że smutki jakoś ostatnio mi nie doskwierają to napiszę o pewnym uczuciu które zagościło na stałe w moim każdym dniu. Już tak do niej przywykłem że przestałem ją zauważać ponieważ zamieniła się w moją codzienność. Mowa o Samotności. To właśnie ona wypełniła moje serce. Samotność za kimś kto rozbudzi moje serce, komu naprawdę będę mógł pokazać jaka jest moja definicja szczęścia. Może i jestem trochę leniwy (bo jestem xD ) ale jeżeli już coś sobie postanowię to małymi kroczkami dążę do celu. Jasne, że mogę wyjść do ludzi i spróbować zawiązać nowe znajomości z jakimiś dziewczynami, ale to nie takie proste. Wytworzyła się we mnie jakaś taka blokada, która od razu odwodzi mnie od głębszego zapoznania się z dziewczyną i niszczy każdy mój zapęd czy chęć. Nie wiem skąd to, może z obawy przed kolejnym zawodem miłosnym a trochę ich miałem niestety. Czuję, że to właśnie to jest moim największym problemem. Jest jeszcze kwestia tego że dosyć mocno ( mimowolnie ) angażuję się w nowe znajomości i to zapewne mnie gubi. Dlatego wolę poczekać i kiedy poczuję, że nadszedł czas i moje serce będzie dojrzałe, wtedy podejmę jakiś poważny krok w kierunku zmiany sytuacji w jakiej obecnie jestem. Mam nadzieję że zdążę przed trzydziestką :D. Dzisiejszy samotny wieczór umiliła mi rozmowa z moją najdroższą przyjaciółką Patrycją :) Uwielbiam z nią pisać, ponieważ ona jako jedna z niewielu osób w moim otoczeniu potrafi mnie zrozumieć i sprawić, że się uśmiechnę chociażbym miał wisielczy humor. Dlatego też ja staram się odpłacać jej tym samym. W słuchawkach gra mi jak dla mnie idealna nutka na tego typu nastrój. Wystarczy teraz, że zamknę oczy i czuję jak bym odpłynął do innego świata. Do mojego świata.

PS. Dziękuję Ci Pati, za to, że o mnie nie zapomniałaś tak jak niektórzy " przyjaciele" nie wiesz nawet jak wielką radość sprawiło mi to, że nasza znajomość znów nabrała koloru tak jak kiedyś.
Jesteś naprawdę przyjaciółką, której nie jeden by pozazdrościł. Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.
Ten post dedykuję Tobie. Mam taką cichą nadzieję że gdy go czytałaś to choć na chwilę na twojej twarzy pojawił się uśmiech :)
Dziękuję, że jesteś :*


Magiczna nutka z moich słuchawek :

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Gorsze dni

Od kilku dni czuję się źle, tak jakby smutek się we mnie zbierał, nawarstwiał. Jeszcze do tego ta nędzna pogoda, zimno, ponuro, aż nie chce się wyłazić z łóżka. Idą święta, wszyscy są zajęci przygotowaniami, sprzątaniem, gotowaniem. Tylko po to by jednego wieczora usiąść z rodziną przy stole, podzielić się opłatkiem, dać prezenty. To wszystko wygląda tak pięknie, ale jest pewna kwestia na którą chciałbym zwrócić uwagę.
Mam na myśli osoby których już z nami nie ma. Zawsze kiedy nadchodzi ten przedświąteczny okres nachodzi mnie ogromna tęsknota za babcią. Odkąd pamiętam zawsze spędzała z nami święta. Teraz kiedy jej już z nami nie ma mimo że jesteśmy wszyscy przy stole to jednak babci nam brakuje najbardziej. Kiedy po modlitwie przed jedzeniem nastaje moment ciszy zawszę patrzę na mamę i widzę w jej oczach łzy tęsknoty. Pojawia się ogromna pustka, którą nie sposób wypełnić Nie ukrywam, że ja uronię łzę gdy tak patrzę. Dlatego łamiąc się opłatkiem z mamą składam jej życzenia, mocno przytulam i całuję, aby wiedziała, że ma we mnie wsparcie pomimo tego że na co dzień przysparzam jej trochę problemów.
Dzisiejszego posta piszę ze łzami w oczach, ogromną tęsknotą w sercu i z nutką samotności w tym wszystkim. Chciało by się wiele, ale niestety nie wszystko dane jest nam otrzymać, bynajmniej od razu. Dlatego uzbroję się w cierpliwość i czekam dalej...

PS. Jako podsumowanie chciałbym podzielić się z wami pewnym krótkim utworem, przesłuchajcie do końca :

środa, 17 października 2012

Zapach życia

Ostatnie dwa dni były dla mnie koszmarne. Przesypiałem cały ten żal i smutek który we mnie się zbierał, ale już jest lepiej. Przyznam się, że chciałem już się poddać i nie dbać już o nic zupełnie. Jednak przemyślałem sobie to wszystko, cały czas w słuchawkach gra mi piosenka z poprzedniego posta, zastanowiłem się głębiej nad przekazem zawartym w tym utworze i myślę że właśnie cierpienie najbardziej kształtuje charakter, psychikę i osobowość człowieka.

"Najlepiej rosnę kiedy karmi mnie mój ból
Najlepiej chociaż nie ma światła tu
Kiedy mój lęk wypełnia mnie jak gęsta mgła
Rosnę, zapach życia mam"

Właśnie te słowa otworzyły mi oczy, a mianowicie pokazały mi że negatywne uczucia tak samo uczą życia i wewnętrznej pokory. Będę walczył do ostatka, i nawet jeśli nie wyjdzie mi to będę wiedział że zrobiłem wszystko co w mojej mocy żeby było jak najlepiej. Gdybym się poddał to nie mógłbym myśleć o sobie jak o kimś wartościowym, usunął bym się całkowicie w cień i usychał w swojej samotni jak kwiat bez wody. Zrozumiałem, że nieodłączną częścią ludzkiego istnienia będzie zawsze cierpienie, z każdego niepowodzenia powinniśmy wyciągać cenne lekcje by nigdy już nie przeżywać po raz kolejny tych samych przykrych sytuacji. Tak więc zbieram w sobie siłę i kasę w portfelu by zrealizować jedno z moich postanowień.    

wtorek, 16 października 2012

Chciałbym

Dzisiejszy dzień był dla mnie koszmarem. Czułem nad sobą taki ciężar który przytłaczał mnie i wkradło się "ukochane" uczucie bezradności....
Postanowiłem , że odpuszczę sobie na jakiś czas te wszystkie GG, Facebook'i, Skype itp. Dam sobie trochę od tego odpocząć. Jestem ogólnie jakiś ostatnio przygnębiony i przygaszony, wiem dlaczego, ale to nieistotne. Leżąc tak w półśnie w łóżku ukazywały mi się rozmaite obrazy i sytuacje, te minione i te o których często myślę czy marzę. Zacząłem tak myśleć sobie o wszystkim i nasunęło mi się pytanie do samego siebie:
Czego tak w ogóle chciałbym?
Więc zebrałem w sobie wszystko, każde moje pragnienie, zachciankę i wybrałem te najistotniejsze, postanowiłem ubrać to w słowa.

Chciałbym być zawsze przy Tobie
Chciałbym móc dzielić z Tobą wszystkie smutki,żale,chwile radości, szczęścia
Chciałbym chodzić z Tobą na nocne spacery
Chciałbym oglądać z Tobą księżyc i gwiazdy
Chciałbym wziąć Cię w ramiona,przytulić do serca byś posłuchała z jaką siłą bije ono również dla Ciebie
Chciałbym móc patrzeć na Ciebie z uśmiechem na twarzy
Chciałbym zasypiać z Tobą przy boku
Chciałbym się budzić przy Tobie
Chciałbym byś była szczęśliwa
Chciałbym byśmy stworzyli tylko nasz świat
Chciałbym by moje uczucie dotarło do Ciebie
Chciałbym byś je odwzajemniła
Chciałbym być szczęśliwy razem z Tobą.

 Na koniec podzielę się z wami pewną piosenką której słowa doskonale opisują to co czuję teraz w środku :


 

czwartek, 4 października 2012

Syzyfowa praca

Dzisiejszy dzień był taki jakiś nudny, nic szczególnego się nie działo, na dworze zimno i ponuro wychodzić nie miałem kompletnie chęci. Coraz bardziej w moim umyśle zaczyna się odznaczać obawa o moją przyszłość, czy dam sobie radę, czy będę wystarczająco silny żeby wziąć na barki odpowiedzialność za siebie i jeżeli los się do mnie uśmiechnie zacząć żyć na własną rękę, samodzielnie jak normalny człowiek. Nie chcę w życiu być zawsze od kogoś zależny i zawszę polegać na czyjeś pomocy. Wiem nauczyłem się tak, że zawsze ktoś jest przy mnie i mi pomaga bo życie to ode mnie wymusiło że tak określę. Ale patrząc w przyszłość, nikt nie będzie nade mną wiecznie czuwał, każdy założy swoją rodzinę. Tak więc jeżeli dłużej będę trwał przy takim przyzwyczajeniu, najwyraźniej w świecie zginę w samotności, a to by było najgorszym scenariuszem jaki by mnie czekał w życiu. Boję się cholernie samotności, nienawidzę nie mieć kontaktu z ludźmi. Posmakowałem jak to jest gdy miałem indywidualne nauczanie w domu po operacji, jednym słowem moja psychika dostała wtedy mocnego kopa. Wiem że teraz tak piszę snuję ambitne treści i rośnie we mnie jakaś tam siła, ale to jest tylko słomiany zapał, to mnie najbardziej denerwuje. Nie potrafię znaleźć w sobie siły żeby coś z tym zrobić. Dla kogoś potrafiłbym zrobić to o co mnie poprosi jeszcze nawet z nawiązką, ale jeśli jest to coś co miałbym zrobić sam dla siebie, to bez szans.
 Chcę z tym walczyć ale nie potrafię, gdy zmotywuję siebie do działania to w pewnym momencie cała ta energia zebrana we mnie gdzieś pryska i wracam do stanu tej cholernej bierności....
Widocznie jest ze mną tak że potrzebuję kogoś kto pomoże mi i wesprze mnie, sprowadzając na dobrą drogę, bo sam będę błądził i nigdy nie znajdę wyjścia z tego pokręconego życiowego labiryntu.                  

środa, 3 października 2012

O niej dla niej

Siedzę znów przed komputerem i patrzę w zegarek jak upływa minuta po minucie....
Dobra, dość mojego biadolenia, jestem dziś z wami bo chciałbym aby ten post był szczególnym, a mianowicie chciałbym wam opisać to co kłębi się we mnie od jakiegoś czasu i spróbować to jakoś nazwać.
Był czas, że jak to w życiu bywa miłość między dwojgiem ludzi umiera, chciałbym się cofnąć właśnie do tamtych chwil bo wtedy wraz z końcem jednego uczucia, zaczęło się rodzić następne.
Gdy ja cierpiałem po stracie miłości, gdzieś tam z boku miałem wsparcie w postaci Magdy, do której kieruję dzisiejszego posta :) Wysłuchiwała ona moich najróżniejszych biadoleń i żalów, zawsze potrafiła mi ulżyć, powiedziała dobre słowo, dodając mi otuchy. Gdy doszedłem mniej więcej po tym wszystkim do siebie, zauważyłem, że przez to wszystko zbliżyliśmy się do siebie. Wspólne tematy, dłuuugie rozmowy, bardzo dobrze się dogadywaliśmy. W pewnym momencie poczułem dziwnie znajome mi uczucie na myśl właśnie o Magdzie, od tamtej pory postrzegałem ją inaczej. Tysiące obrazów przelatywało mi przez głowę, większość dotyczyła jej. Gdy zamykałem oczy, miałem przed oczami scenę w której siedzimy na ławce nad jeziorem a przed nami słońce znika pośród wody zanurzając się i łącząc z tonią jeziora. Siedzimy my, tylko we dwoje a nasze ręce splątane w delikatnym uścisku. Oczy wpatrzone w siebie wzajemnie i lekkie uśmiechy na naszych twarzach.
Było więc jasne że czułem do niej coś więcej niż przyjaźń. Nie powiedziałem jej tego otwarcie, lecz zamiast tego wysyłałem jej delikatne oznaki mojego głębszego zainteresowania.
Uwielbiam w niej tą jej ciekawość, tą chęć poznania każdej mojej tajemnicy. Uwielbiam też te nasze długie dyskusje na GG o wszystkim i o niczym. Uśmiech na twarzy wywołuje mi też to gdy rozmawiamy na Skype i dodam kogoś do rozmowy, ona siedzi cicho i się nie odzywa.
Jest wspaniałą dziewczyną i muszę przyznać szczerze, że wniosła do mojego życia wiele uśmiechu i miłych chwil.
Madziu chciałbym Ci teraz napisać, że Kocham Cię i dziękuję ci za to że rozbudziłaś we mnie te najpiękniejsze uczucie jakie mogę Ci darować, to nie są tylko puste słowa, tylko to jest właśnie TO co w mym sercu dojrzewało bardzo długo. Nie ma dnia bym nie myślał o Tobie, o tym jak cudownie będzie kiedy wreszcie się spotkamy i będę mógł Ci to powiedzieć w oczy.
Dziś jest 3 października, nie myśl ,że zapomniałem. Życzę Ci więc aby twoje wszystkie marzenia spełniły się i obyś zawsze była szczęśliwa.

Na zawsze Twój....Olek.                   
PS. Prezent dostaniesz jak przyjadę niebawem :P