Dawno tu nie zaglądałem, ale cóż...trzeba czasem zdmuchnąć tą grubą warstwę kurzu i wylać coś twórczego i mądrego z siebie. Życie ludzkie to jest jedna wielka loteria. Każdy chciałby być szczęśliwy, ale dość często nasze grubymi nićmi szyte plany i marzenia prują się jak szmaciana laleczka z której zostaje tylko kupka wypełnienia. Chciałbym dziś wziąć pod lupę kwestię relacji międzyludzkich i to jakie są one piękne lecz też bardzo kruche. Miałem szczęście ostatnimi czasy poznać wyjątkową osobę. Złapaliśmy dość prędko delikatny kontakt, rozmowy były świetne. Inteligentne z nutką specyficznego humoru. Gdzieś w głębi mnie poczułem iskierkę radości którą to Ona wniosła na powrót do mojej szarej codzienności. Pisaliśmy niemalże codziennie, cieszyłem się na samą myśl pożartowania sobie z moją nowo poznaną istotką. Powoli otwierałem się i delikatnie porcjowałem jej moje wewnętrzne ja ponieważ czułem w sobie, że jest tego warta i mogę się z nią podzielić niektórymi osobistymi sprawami. Było pięknie. Ale nieodłączną częścią naszej wędrówki po tym ziemskim padole jest też popełnianie błędów. I to właśnie się stało. Mianowicie nacisnąłem na delikatny punkt mojej drogiej osóbki. Nie byłem tego zupełnie świadom, ponieważ nie poznałem dobrze jej od TEJ strony. Przeprosiłem, porozmawialiśmy, wybaczyła ALE NIE ZAPOMNIAŁA.
Znów zaczęły się żarty, dokazywanie i delikatne dokuczanie sobie jak mieliśmy w zwyczaju. Jednak sielanka nie trwała zbyt długo. Ponieważ ZNÓW ją NIEŚWIADOMIE skrzywdziłem, lecz tym razem o wiele bardziej. Postanowiłem, że na jakiś czas usunę się w cień i nie będę odzywał.
Jednak po intensywnym przemyśleniu wszystkiego doszedłem do wniosku TO KURCZE NIE W MOIM STYLU. Chciałbym tutaj jeszcze raz Cię przeprosić za moją nieświadomą gafę( jak masz inne określenie to napisz), którą popełniłem. Masz prawo być zła, masz prawo nie chcieć mnie znać, ale powiem ci, że moje sumienie by mnie zeżarło od środka, samym tym, że po raz kolejny zawiodłem szczególną mi osobę. Nie chcę żebyśmy w jakikolwiek sposób tracili tej fajnej znajomości. Napiszę kilka słów o tak zwanym "Dylemacie Jeża" Jest to piękna a za razem smutna metafora obrazująca jakim wyzwaniem jest pielęgnowanie takich bliskich i bardzo osobistych relacji. Cytując: " Opisuje sytuację grupy jeży,
starającej się zbliżyć i trzymać blisko siebie podczas zimnej pogody.
Nie mogą tego zrobić, ponieważ nie mogą uniknąć ranienia się nawzajem
swoimi ostrymi kolcami. Chociaż wszystkie pragną bliskiego i
odwzajemnionego kontaktu, może się on nie zdarzyć z przyczyn, których
jeże nie mogą uniknąć."
Dlatego nie chciałbym być takim jeżem jak z dylematu wyżej. Jesteś niesamowitą osóbką i nawet nie zdajesz sobie sprawy ile uśmiechu wniosłaś do mojego codziennego życia. Poza tym nie mógłbym sobie wybaczyć jeśli straciłbym cię całkowicie. Przepraszam Cię najpokorniej jak potrafię.
PS. Mam cichą nadzieję, że tekst się podobał, a w szczególności TOBIE.
czwartek, 26 września 2019
poniedziałek, 2 marca 2015
Wewnętrzna bitwa
Dawno nie pisałem żadnego tekstu, a że naszła mnie myśl lub inaczej stan w którym zawsze wypisuje moje myśli tu na blogu, postanowiłem coś naskrobać. Niewiem jak mam to wszystko nazwać, ale wszystko co dzieje się we mnie ma coraz bardziej destrukcyjne działanie na tego mnie na zewnątrz. Czuję że powoli słabnę i nie mam już siły by opierać się tym wszystkim problemom i pobudkom które targają mną od środka zwyczajnie mam dość tej farsy zwanej życiem. Mimo, że staram się na codzień być uśmiechnięty i radosny to to niestety nie jest moim prawdziwym obliczem, to jest po prostu zwyczajna maska wesołego chłopaczka pod którą kryje się niezbyt przyjemna twarz przegrańca który chciałby zasnąć i się nie obudzić. Wszyscy w koło powtarzają jak mantrę " znajdź sobie kogoś, przecież zaraz będziesz miał 22 lata i jak to tak wygląda" Problem polega na tym że chciałbym mieć kogoś ale boję się. Wykształcił się we mnie tak jakby mechanizm obronny, który pilnuje abym nie zabrnął za daleko w relacjach z innymi i gdy czuję że się zaczynam zakochiwać albo zauraczać odzywa się we mnie uczucie obrzydzenia do samego siebie i stawiam wyraźną granicę między mną a tą dziewczyną. Po prostu boję się że po raz kolejny moje uczucia staną się tylko zabawką dla dziewczyny i nie chcę kolejny raz przeżywać tych cierpień. Żeby o tym tak nie myśleć uciekam w wirtualny świat. Toczę ze sobą zażartą batalię i póki co wygrywa ta moja bardziej przykra wersja, z samotnością na czele. Nie mam pojęcia co mógłbym zrobić żeby było inaczej...
Jeśli tak dalej będzie to za jakiś czas wszytsko legnie w gruzach i zostaną jedynie wspomnienia, nie umiem znaleźć właściwej ścieżki do szczęścia, a kiedy w czymś na prawdę zacznę pokładać nadzieję okazuje się że to była tylko i wyłącznie iluzja którą wytworzyłem w mojej głowie i rzeczywistość rozwiała wszytskie moje nadzieje niczym ziarnka piasku, jestem w tej chwili na prawdę bezradny i nie widzę cienia nadziei dla mnie i mojego istnienia......
Jeśli tak dalej będzie to za jakiś czas wszytsko legnie w gruzach i zostaną jedynie wspomnienia, nie umiem znaleźć właściwej ścieżki do szczęścia, a kiedy w czymś na prawdę zacznę pokładać nadzieję okazuje się że to była tylko i wyłącznie iluzja którą wytworzyłem w mojej głowie i rzeczywistość rozwiała wszytskie moje nadzieje niczym ziarnka piasku, jestem w tej chwili na prawdę bezradny i nie widzę cienia nadziei dla mnie i mojego istnienia......
czwartek, 26 grudnia 2013
Coś z niczego
Znów odwiedziłem szare szablony mojego nieszczęsnego bloga bo jest kilka kwestii, które muszę z siebie wyrzucić. Zbliża się koniec roku, więc chciałbym zakończyć wszelkie nie jasne i nierozwiązane sprawy przed nadejściem nowego. Niestety są i takie kwestie, których nie jestem w stanie zakończyć ponieważ odcisnęły na mnie zbyt znaczące piętno zmieniając moją dotychczasową tułaczkę zwaną życiem. Głównym problemem jestem ja sam. Wiem wiem siedzę i narzekam na wszystko wokół mnie a nie spojrzę pierw na samego siebie. Więc teraz gdy nareszcie sobie to uświadomiłem, zrobię osobiste rozpoznanie.
Jestem osobą na ogół wesołą, uśmiechniętą i towarzyską. Lecz od pewnego czasu coś zaczęło się we mnie zmieniać, mianowicie zacząłem więcej czasu przesiadywać nad niepotrzebnym rozmyślaniem o nieistotnych kwestiach co zaowocowało podejrzewam wielokrotnym załamaniem i częstszymi dołkami. Narzekam na samotność ale czy ja sam tego wszystkiego twórcą nie jestem? No właśnie jeśli nie dałbym się złapać w sidła własnych niekiedy głupich przekonań, nie musiałbym dziś pisać tego posta. Mówiłem, że czułem się jak by coś we mnie umarło. Bo tak w rzeczywistości było. Spytacie pewnie co takiego i dlaczego? Otóż umarła we mnie cząstka osobowości, którą straciłem na rzecz przesadnego zakochiwania się i myślę, że to było główną przyczyną stanu jaki przez ostatni rok przeżywałem. Za bardzo wszystko brałem do siebie i wyobrażałem sobie bóg wie co.
Teraz wreszcie dostrzegłem, że nie powinienem snuć planów jeżeli nie wiem na czym konkretnie stoję. Lepiej późno niż wcale. Zaistniała we mnie również ogromna wręcz potrzeba zmienienia samego siebie bo dłużej nie jestem w stanie takiego "mnie" znieść. Jak to ktoś mi napisał, jeżeli dłużej będę w tym wszystkim tkwił "bo skończysz jako pedzio lub wariat" więc z dniem dzisiejszym postanawiam ogarnąć się i zacząć żyć. Bez układania bajek, niepotrzebnego latania z głową w chmurach, z większym dystansem do wszystkiego i wszystkich. Życzcie mi powodzenia i trzymajcie kciuki, aby udało mi się zrobić Coś z tego Niczego czym teraz jestem :)
Jestem osobą na ogół wesołą, uśmiechniętą i towarzyską. Lecz od pewnego czasu coś zaczęło się we mnie zmieniać, mianowicie zacząłem więcej czasu przesiadywać nad niepotrzebnym rozmyślaniem o nieistotnych kwestiach co zaowocowało podejrzewam wielokrotnym załamaniem i częstszymi dołkami. Narzekam na samotność ale czy ja sam tego wszystkiego twórcą nie jestem? No właśnie jeśli nie dałbym się złapać w sidła własnych niekiedy głupich przekonań, nie musiałbym dziś pisać tego posta. Mówiłem, że czułem się jak by coś we mnie umarło. Bo tak w rzeczywistości było. Spytacie pewnie co takiego i dlaczego? Otóż umarła we mnie cząstka osobowości, którą straciłem na rzecz przesadnego zakochiwania się i myślę, że to było główną przyczyną stanu jaki przez ostatni rok przeżywałem. Za bardzo wszystko brałem do siebie i wyobrażałem sobie bóg wie co.
Teraz wreszcie dostrzegłem, że nie powinienem snuć planów jeżeli nie wiem na czym konkretnie stoję. Lepiej późno niż wcale. Zaistniała we mnie również ogromna wręcz potrzeba zmienienia samego siebie bo dłużej nie jestem w stanie takiego "mnie" znieść. Jak to ktoś mi napisał, jeżeli dłużej będę w tym wszystkim tkwił "bo skończysz jako pedzio lub wariat" więc z dniem dzisiejszym postanawiam ogarnąć się i zacząć żyć. Bez układania bajek, niepotrzebnego latania z głową w chmurach, z większym dystansem do wszystkiego i wszystkich. Życzcie mi powodzenia i trzymajcie kciuki, aby udało mi się zrobić Coś z tego Niczego czym teraz jestem :)
wtorek, 13 sierpnia 2013
Utknąłeś w martwym punkcie ? Nie wiesz co dalej zrobić ze sobą i swoim życiem ? Zmień się !
W życiu człowieka bywa taki moment, że siądzie, zwiesi głowę, wzrok zanurzony w podłogę i kłębiące się w myślach jedno pytanie: " Co mam ze sobą zrobić?" Wszystko przestaje tracić sens, najlepiej w takiej chwili człowiek rozpłynąłby się czy zniknął. Sam miałem wiele razy tego typu stany i naprawdę ciężko mi było się pozbierać, jednak zawsze gdy już poukładałem myśli nachodziło mnie takie dziwne uczucie, jakby potrzeba zmian, takie wołanie o pomoc z głębi samego siebie.
Czułem wtedy głęboko w klatce piersiowej ciepło i dudniące jak bębny w umyśle dwa słowa :
" Zrób coś !"
Zamykałem oczy i oddawałem się rozmyślaniom nad moim dotychczasowym życiem i tym co mógłbym w nim zmienić. Przed oczami migotało mi tysiące obrazów, obrazów które były, są i te istniejące w marzeniach. Najbardziej motywowały i dodawały siły właśnie marzenia, ponieważ każde nawet najwymyślniejsze pragnienie może zostać spełnione, wystarczy tylko obrać je sobie za cel i podążać ku niemu ze wszystkich sił, nie przejmując się chwilami zwątpienia czy upadkiem naszych obranych wartości. W takiej sytuacji trzeba wstać spojrzeć przed siebie i iść dalej. Jeżeli natomiast wyczerpały się wszystkie możliwości które zbliżałyby nas ku osiągnięciu celu, jest to swoisty znak, że pora coś zmienić, zmienić siebie.
Życie mamy jedno, więc nie warto trwonić go siedząc i rozmyślając. Życie jest po to żeby czerpać z niego pełnymi garściami, a aby to zrobić trzeba realizować nasze zamierzenia i wszelkie pobudki oraz inspiracje zamienić w czyn.
Niżej krótki i wymowny film o tym jak powinno się podchodzić do życia nawet mimo najbardziej beznadziejnej sytuacji:
Zacznij żyć !
Zmieniajmy się sami dla siebie, nigdy dla kogoś innego. Ponieważ jeśli ktoś nie akceptuje nas takimi jakimi jesteśmy na prawdę, wniosek z tego taki, że nie jest on nam przeznaczony.
Czułem wtedy głęboko w klatce piersiowej ciepło i dudniące jak bębny w umyśle dwa słowa :
" Zrób coś !"
Zamykałem oczy i oddawałem się rozmyślaniom nad moim dotychczasowym życiem i tym co mógłbym w nim zmienić. Przed oczami migotało mi tysiące obrazów, obrazów które były, są i te istniejące w marzeniach. Najbardziej motywowały i dodawały siły właśnie marzenia, ponieważ każde nawet najwymyślniejsze pragnienie może zostać spełnione, wystarczy tylko obrać je sobie za cel i podążać ku niemu ze wszystkich sił, nie przejmując się chwilami zwątpienia czy upadkiem naszych obranych wartości. W takiej sytuacji trzeba wstać spojrzeć przed siebie i iść dalej. Jeżeli natomiast wyczerpały się wszystkie możliwości które zbliżałyby nas ku osiągnięciu celu, jest to swoisty znak, że pora coś zmienić, zmienić siebie.
Życie mamy jedno, więc nie warto trwonić go siedząc i rozmyślając. Życie jest po to żeby czerpać z niego pełnymi garściami, a aby to zrobić trzeba realizować nasze zamierzenia i wszelkie pobudki oraz inspiracje zamienić w czyn.
Niżej krótki i wymowny film o tym jak powinno się podchodzić do życia nawet mimo najbardziej beznadziejnej sytuacji:
Zacznij żyć !
sobota, 10 sierpnia 2013
Przyjaciel, Przyjaciółka - czyli ja i moje wypociny o przyjaźni
Dla każdego z nas przyjaźń ma zapewne trochę inną definicję, dla jednych przyjaźnią są wspólne wypady na miasto i imprezy, a inna osoba może myśli, że przyjaźń jest wtedy gdy ma się paczkę "przyjaciół" i wszystko robicie razem. To jaką przyjaźń uznajecie zostawię Wam do oceny.
Z mojego punktu widzenia przyjaźń jest to możliwość przebywania z osobami dla nas ważnymi, na które możemy liczyć w tych naszych gorszych chwilach. To jest tylko jedna istota prawdziwej przyjaźni, a jest ich ogrom, że nie jestem na chwilę obecną ich wszystkich przytoczyć. Każdy z nas powinien sam się zastanowić co dla niego jest najistotniejsze w przyjaźni i posiadaniu przyjaciół.
Są też ludzie dla których pierwszy lepszy kolega od razu awansuje na najlepszego przyjaciela. Takie osoby zazwyczaj są bardzo samotne i żyją w cieniu społeczeństwa dlatego też taki pseudo przyjaciel zaczyna wykorzystywać to, że ten drugi zrobi wszystko żeby jednak go zatrzymać przy sobie. Smutne ale prawdziwe.
Trzeba bardzo uważać kogo bierzemy za swojego przyjaciela bo niejednokrotnie może się okazać, iż osoba w której pokładamy nadzieje jest zwyczajnie dwulicową istotą, do nas się przymila i słodzi a gdy nas nie ma to za naszymi plecami rozsiewa jakieś wyssane z palca historyjki. Miałem w swoim życiu kilka takich przypadków.
Przyjaciel powinien być kimś takim z którym możemy podzielić się swoimi smutkami i radością, ważne też żebyśmy czuli się dobrze gdy jesteśmy w jego towarzystwie. Jak na dobrych przyjaciół przystało powinni też mieć swoje sekrety i wspólne tajemnice.
Dla mnie istotą przyjaźni jest to, że mogę polegać na tych których zdecydowałem się nazwać mianem mojego przyjaciela czy przyjaciółki, całe szczęście, że znalazło się w moim otoczeniu kilka osób których mogę nazwać właśnie przyjaciółmi.
Dziękuję że jesteście :)
PS. Przepraszam ale może dzisiejszy post być troche monotonny i nudnawy ( bynajmniej mi się tak wydaje :c ) w przyszłych postach włożę nieco więcej energii w kolejne teksty.
Z mojego punktu widzenia przyjaźń jest to możliwość przebywania z osobami dla nas ważnymi, na które możemy liczyć w tych naszych gorszych chwilach. To jest tylko jedna istota prawdziwej przyjaźni, a jest ich ogrom, że nie jestem na chwilę obecną ich wszystkich przytoczyć. Każdy z nas powinien sam się zastanowić co dla niego jest najistotniejsze w przyjaźni i posiadaniu przyjaciół.
Są też ludzie dla których pierwszy lepszy kolega od razu awansuje na najlepszego przyjaciela. Takie osoby zazwyczaj są bardzo samotne i żyją w cieniu społeczeństwa dlatego też taki pseudo przyjaciel zaczyna wykorzystywać to, że ten drugi zrobi wszystko żeby jednak go zatrzymać przy sobie. Smutne ale prawdziwe.
Trzeba bardzo uważać kogo bierzemy za swojego przyjaciela bo niejednokrotnie może się okazać, iż osoba w której pokładamy nadzieje jest zwyczajnie dwulicową istotą, do nas się przymila i słodzi a gdy nas nie ma to za naszymi plecami rozsiewa jakieś wyssane z palca historyjki. Miałem w swoim życiu kilka takich przypadków.
Przyjaciel powinien być kimś takim z którym możemy podzielić się swoimi smutkami i radością, ważne też żebyśmy czuli się dobrze gdy jesteśmy w jego towarzystwie. Jak na dobrych przyjaciół przystało powinni też mieć swoje sekrety i wspólne tajemnice.
Dla mnie istotą przyjaźni jest to, że mogę polegać na tych których zdecydowałem się nazwać mianem mojego przyjaciela czy przyjaciółki, całe szczęście, że znalazło się w moim otoczeniu kilka osób których mogę nazwać właśnie przyjaciółmi.
Dziękuję że jesteście :)
PS. Przepraszam ale może dzisiejszy post być troche monotonny i nudnawy ( bynajmniej mi się tak wydaje :c ) w przyszłych postach włożę nieco więcej energii w kolejne teksty.
czwartek, 1 sierpnia 2013
Nocny przypływ weny
Znów jak to ja, siedzę przed komputerem i zamiast patrzeć w monitor to gapię się za okno wzrok zatrzymując na latarni, której światło wpadając do mojego pokoju tworzy magiczną atmosferę.
O czym chciałbym dziś napisać ? No właśnie, jako że smutki jakoś ostatnio mi nie doskwierają to napiszę o pewnym uczuciu które zagościło na stałe w moim każdym dniu. Już tak do niej przywykłem że przestałem ją zauważać ponieważ zamieniła się w moją codzienność. Mowa o Samotności. To właśnie ona wypełniła moje serce. Samotność za kimś kto rozbudzi moje serce, komu naprawdę będę mógł pokazać jaka jest moja definicja szczęścia. Może i jestem trochę leniwy (bo jestem xD ) ale jeżeli już coś sobie postanowię to małymi kroczkami dążę do celu. Jasne, że mogę wyjść do ludzi i spróbować zawiązać nowe znajomości z jakimiś dziewczynami, ale to nie takie proste. Wytworzyła się we mnie jakaś taka blokada, która od razu odwodzi mnie od głębszego zapoznania się z dziewczyną i niszczy każdy mój zapęd czy chęć. Nie wiem skąd to, może z obawy przed kolejnym zawodem miłosnym a trochę ich miałem niestety. Czuję, że to właśnie to jest moim największym problemem. Jest jeszcze kwestia tego że dosyć mocno ( mimowolnie ) angażuję się w nowe znajomości i to zapewne mnie gubi. Dlatego wolę poczekać i kiedy poczuję, że nadszedł czas i moje serce będzie dojrzałe, wtedy podejmę jakiś poważny krok w kierunku zmiany sytuacji w jakiej obecnie jestem. Mam nadzieję że zdążę przed trzydziestką :D. Dzisiejszy samotny wieczór umiliła mi rozmowa z moją najdroższą przyjaciółką Patrycją :) Uwielbiam z nią pisać, ponieważ ona jako jedna z niewielu osób w moim otoczeniu potrafi mnie zrozumieć i sprawić, że się uśmiechnę chociażbym miał wisielczy humor. Dlatego też ja staram się odpłacać jej tym samym. W słuchawkach gra mi jak dla mnie idealna nutka na tego typu nastrój. Wystarczy teraz, że zamknę oczy i czuję jak bym odpłynął do innego świata. Do mojego świata.
PS. Dziękuję Ci Pati, za to, że o mnie nie zapomniałaś tak jak niektórzy " przyjaciele" nie wiesz nawet jak wielką radość sprawiło mi to, że nasza znajomość znów nabrała koloru tak jak kiedyś.
Jesteś naprawdę przyjaciółką, której nie jeden by pozazdrościł. Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.
Ten post dedykuję Tobie. Mam taką cichą nadzieję że gdy go czytałaś to choć na chwilę na twojej twarzy pojawił się uśmiech :)
Dziękuję, że jesteś :*
Magiczna nutka z moich słuchawek :
O czym chciałbym dziś napisać ? No właśnie, jako że smutki jakoś ostatnio mi nie doskwierają to napiszę o pewnym uczuciu które zagościło na stałe w moim każdym dniu. Już tak do niej przywykłem że przestałem ją zauważać ponieważ zamieniła się w moją codzienność. Mowa o Samotności. To właśnie ona wypełniła moje serce. Samotność za kimś kto rozbudzi moje serce, komu naprawdę będę mógł pokazać jaka jest moja definicja szczęścia. Może i jestem trochę leniwy (bo jestem xD ) ale jeżeli już coś sobie postanowię to małymi kroczkami dążę do celu. Jasne, że mogę wyjść do ludzi i spróbować zawiązać nowe znajomości z jakimiś dziewczynami, ale to nie takie proste. Wytworzyła się we mnie jakaś taka blokada, która od razu odwodzi mnie od głębszego zapoznania się z dziewczyną i niszczy każdy mój zapęd czy chęć. Nie wiem skąd to, może z obawy przed kolejnym zawodem miłosnym a trochę ich miałem niestety. Czuję, że to właśnie to jest moim największym problemem. Jest jeszcze kwestia tego że dosyć mocno ( mimowolnie ) angażuję się w nowe znajomości i to zapewne mnie gubi. Dlatego wolę poczekać i kiedy poczuję, że nadszedł czas i moje serce będzie dojrzałe, wtedy podejmę jakiś poważny krok w kierunku zmiany sytuacji w jakiej obecnie jestem. Mam nadzieję że zdążę przed trzydziestką :D. Dzisiejszy samotny wieczór umiliła mi rozmowa z moją najdroższą przyjaciółką Patrycją :) Uwielbiam z nią pisać, ponieważ ona jako jedna z niewielu osób w moim otoczeniu potrafi mnie zrozumieć i sprawić, że się uśmiechnę chociażbym miał wisielczy humor. Dlatego też ja staram się odpłacać jej tym samym. W słuchawkach gra mi jak dla mnie idealna nutka na tego typu nastrój. Wystarczy teraz, że zamknę oczy i czuję jak bym odpłynął do innego świata. Do mojego świata.
PS. Dziękuję Ci Pati, za to, że o mnie nie zapomniałaś tak jak niektórzy " przyjaciele" nie wiesz nawet jak wielką radość sprawiło mi to, że nasza znajomość znów nabrała koloru tak jak kiedyś.
Jesteś naprawdę przyjaciółką, której nie jeden by pozazdrościł. Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.
Ten post dedykuję Tobie. Mam taką cichą nadzieję że gdy go czytałaś to choć na chwilę na twojej twarzy pojawił się uśmiech :)
Dziękuję, że jesteś :*
Magiczna nutka z moich słuchawek :
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Gorsze dni
Od kilku dni czuję się źle, tak jakby smutek się we mnie zbierał, nawarstwiał. Jeszcze do tego ta nędzna pogoda, zimno, ponuro, aż nie chce się wyłazić z łóżka. Idą święta, wszyscy są zajęci przygotowaniami, sprzątaniem, gotowaniem. Tylko po to by jednego wieczora usiąść z rodziną przy stole, podzielić się opłatkiem, dać prezenty. To wszystko wygląda tak pięknie, ale jest pewna kwestia na którą chciałbym zwrócić uwagę.
Mam na myśli osoby których już z nami nie ma. Zawsze kiedy nadchodzi ten przedświąteczny okres nachodzi mnie ogromna tęsknota za babcią. Odkąd pamiętam zawsze spędzała z nami święta. Teraz kiedy jej już z nami nie ma mimo że jesteśmy wszyscy przy stole to jednak babci nam brakuje najbardziej. Kiedy po modlitwie przed jedzeniem nastaje moment ciszy zawszę patrzę na mamę i widzę w jej oczach łzy tęsknoty. Pojawia się ogromna pustka, którą nie sposób wypełnić Nie ukrywam, że ja uronię łzę gdy tak patrzę. Dlatego łamiąc się opłatkiem z mamą składam jej życzenia, mocno przytulam i całuję, aby wiedziała, że ma we mnie wsparcie pomimo tego że na co dzień przysparzam jej trochę problemów.
Dzisiejszego posta piszę ze łzami w oczach, ogromną tęsknotą w sercu i z nutką samotności w tym wszystkim. Chciało by się wiele, ale niestety nie wszystko dane jest nam otrzymać, bynajmniej od razu. Dlatego uzbroję się w cierpliwość i czekam dalej...
PS. Jako podsumowanie chciałbym podzielić się z wami pewnym krótkim utworem, przesłuchajcie do końca :
Mam na myśli osoby których już z nami nie ma. Zawsze kiedy nadchodzi ten przedświąteczny okres nachodzi mnie ogromna tęsknota za babcią. Odkąd pamiętam zawsze spędzała z nami święta. Teraz kiedy jej już z nami nie ma mimo że jesteśmy wszyscy przy stole to jednak babci nam brakuje najbardziej. Kiedy po modlitwie przed jedzeniem nastaje moment ciszy zawszę patrzę na mamę i widzę w jej oczach łzy tęsknoty. Pojawia się ogromna pustka, którą nie sposób wypełnić Nie ukrywam, że ja uronię łzę gdy tak patrzę. Dlatego łamiąc się opłatkiem z mamą składam jej życzenia, mocno przytulam i całuję, aby wiedziała, że ma we mnie wsparcie pomimo tego że na co dzień przysparzam jej trochę problemów.
Dzisiejszego posta piszę ze łzami w oczach, ogromną tęsknotą w sercu i z nutką samotności w tym wszystkim. Chciało by się wiele, ale niestety nie wszystko dane jest nam otrzymać, bynajmniej od razu. Dlatego uzbroję się w cierpliwość i czekam dalej...
PS. Jako podsumowanie chciałbym podzielić się z wami pewnym krótkim utworem, przesłuchajcie do końca :
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
