Siedzę znów przed komputerem i patrzę w zegarek jak upływa minuta po minucie....
Dobra, dość mojego biadolenia, jestem dziś z wami bo chciałbym aby ten post był szczególnym, a mianowicie chciałbym wam opisać to co kłębi się we mnie od jakiegoś czasu i spróbować to jakoś nazwać.
Był czas, że jak to w życiu bywa miłość między dwojgiem ludzi umiera, chciałbym się cofnąć właśnie do tamtych chwil bo wtedy wraz z końcem jednego uczucia, zaczęło się rodzić następne.
Gdy ja cierpiałem po stracie miłości, gdzieś tam z boku miałem wsparcie w postaci Magdy, do której kieruję dzisiejszego posta :) Wysłuchiwała ona moich najróżniejszych biadoleń i żalów, zawsze potrafiła mi ulżyć, powiedziała dobre słowo, dodając mi otuchy. Gdy doszedłem mniej więcej po tym wszystkim do siebie, zauważyłem, że przez to wszystko zbliżyliśmy się do siebie. Wspólne tematy, dłuuugie rozmowy, bardzo dobrze się dogadywaliśmy. W pewnym momencie poczułem dziwnie znajome mi uczucie na myśl właśnie o Magdzie, od tamtej pory postrzegałem ją inaczej. Tysiące obrazów przelatywało mi przez głowę, większość dotyczyła jej. Gdy zamykałem oczy, miałem przed oczami scenę w której siedzimy na ławce nad jeziorem a przed nami słońce znika pośród wody zanurzając się i łącząc z tonią jeziora. Siedzimy my, tylko we dwoje a nasze ręce splątane w delikatnym uścisku. Oczy wpatrzone w siebie wzajemnie i lekkie uśmiechy na naszych twarzach.
Było więc jasne że czułem do niej coś więcej niż przyjaźń. Nie powiedziałem jej tego otwarcie, lecz zamiast tego wysyłałem jej delikatne oznaki mojego głębszego zainteresowania.
Uwielbiam w niej tą jej ciekawość, tą chęć poznania każdej mojej tajemnicy. Uwielbiam też te nasze długie dyskusje na GG o wszystkim i o niczym. Uśmiech na twarzy wywołuje mi też to gdy rozmawiamy na Skype i dodam kogoś do rozmowy, ona siedzi cicho i się nie odzywa.
Jest wspaniałą dziewczyną i muszę przyznać szczerze, że wniosła do mojego życia wiele uśmiechu i miłych chwil.
Madziu chciałbym Ci teraz napisać, że Kocham Cię i dziękuję ci za to że rozbudziłaś we mnie te najpiękniejsze uczucie jakie mogę Ci darować, to nie są tylko puste słowa, tylko to jest właśnie TO co w mym sercu dojrzewało bardzo długo. Nie ma dnia bym nie myślał o Tobie, o tym jak cudownie będzie kiedy wreszcie się spotkamy i będę mógł Ci to powiedzieć w oczy.
Dziś jest 3 października, nie myśl ,że zapomniałem. Życzę Ci więc aby twoje wszystkie marzenia spełniły się i obyś zawsze była szczęśliwa.
Na zawsze Twój....Olek.
PS. Prezent dostaniesz jak przyjadę niebawem :P
środa, 3 października 2012
środa, 1 lutego 2012
Iskra
Dużo myślałem nad ostatnimi wydarzeniami, z resztą jak zwykle to robię. I tu coś nowego, a mianowicie zamiast popadać w coraz to głębsze przygnębienie i nostalgię poczułem jakąś ulgę na sercu, jak by jakaś iskra zapłonęła we mnie. Jakby powoli całe te parszywe uczucie ciężaru na duszy zaczęło ustępować. Z dnia na dzień jest coraz lepiej, czuję, że powoli wraca stary "ja". Cieszę się przeogromnie bo przyznam szczerze zmęczony byłem tym całym bałaganem wewnątrz mnie. Powoli napływają do mnie siły. Budzę się z tego letargu, nareszcie!
Jeszce bardziej podbudował mnie fakt, że mam zdane próbne matury oprócz matematyki, z niemieckiego miałem 71% najlepiej w całej szkole.Czeka mnie teraz kolejny ciężki czas, 6 lutego jadę do szpitala, ale najgorsze w tym jest to ,że nie wiem do końca co będą tam ze mną robili, Czy tylko badania kontrolne czy może kolejna operacja. No cóż, przekonam się na miejscu. Szkoda tylko, że studniówka wypada 10 lutego więc marne szanse, że się tam pojawię,ale może jakiś cud się zdarzy i może mnie wypuszczą.
Tak czy inaczej wszystko idzie ku dobremu, co daje mi tylko coraz więcej siły do walki z losem. Oby dobre samopoczucie mnie nie opuściło przez długi czas.
Jeszce bardziej podbudował mnie fakt, że mam zdane próbne matury oprócz matematyki, z niemieckiego miałem 71% najlepiej w całej szkole.Czeka mnie teraz kolejny ciężki czas, 6 lutego jadę do szpitala, ale najgorsze w tym jest to ,że nie wiem do końca co będą tam ze mną robili, Czy tylko badania kontrolne czy może kolejna operacja. No cóż, przekonam się na miejscu. Szkoda tylko, że studniówka wypada 10 lutego więc marne szanse, że się tam pojawię,ale może jakiś cud się zdarzy i może mnie wypuszczą.
Tak czy inaczej wszystko idzie ku dobremu, co daje mi tylko coraz więcej siły do walki z losem. Oby dobre samopoczucie mnie nie opuściło przez długi czas.
środa, 25 stycznia 2012
Fałszywy zapał
Znów to samo. Siedzę patrząc w monitor i zastanawiam się nad samym sobą. Nie mam na nic weny, siły, nic zupełnie nic mi się nie chce. Ferie powoli chylą się ku końcowi co mnie bardzo przytłacza i wpędza w coraz to gorszy nastrój. Nie myślę nawet co to będzie kiedy wrócimy do szkoły i znów zacznie się ten cały szał związany z maturą, która i tak wyjdzie,że normalnie pożal się Boże. Nie dostrzegam w niczym sensu, czytałem troszkę na internecie i wnioskuję że chyba dopadła mnie młodzieńcza depresja i coraz to bardziej się w niej pogrążam.
Mam chwile, że obudzi we mnie się jakaś iskierka zapału ale po kilku minutach przechodzi, a miejsce zapału zajmuje coraz to bardziej rozrastające się wewnątrz mnie poczucie "niepotrzebności", przez które czuję że świat byłby beze mnie o wiele lepszy. Nie byłoby tych kłopotów i obowiązków związanych ze mną i moi najbliżsi byli by szczęśliwsi gdybym nie istniał i nie zaśmiecał świata swoją nędzną egzystencją. Nie potrafię odnaleźć samego siebie w tym wszystkim. Może Zbyt wiele się wokół mnie dzieje i się pogubiłem, albo zbyt mocno wziąłem sobie do serca wydarzenia sprzed ostatnich 4 lat. Nie chciałem pokazać jak bardzo mnie to boli i dusiłem w sobie cały smutek, a teraz przybrał on na sile i niszczy mnie od wewnątrz, a ja nie mam siły sam sobie z tym poradzić, tak więc stopniowo się poddaję i ulegam losowi nie robiąc nic żeby wygrzebać się z tego bagna.
Może wybiorę się z tym do psychologa, chociaż sam nie wiem czy w ogóle to pomoże. Nie pokazuję tego na co dzień ale coś we mnie siedzi. Coś, czyli ogromny żal do samego siebie i obrzydzenie oraz powiększająca się bezczynność które mi ciążą na duszy.
Chciałbym to z siebie zerwać, lecz brak mi sił...
Mam chwile, że obudzi we mnie się jakaś iskierka zapału ale po kilku minutach przechodzi, a miejsce zapału zajmuje coraz to bardziej rozrastające się wewnątrz mnie poczucie "niepotrzebności", przez które czuję że świat byłby beze mnie o wiele lepszy. Nie byłoby tych kłopotów i obowiązków związanych ze mną i moi najbliżsi byli by szczęśliwsi gdybym nie istniał i nie zaśmiecał świata swoją nędzną egzystencją. Nie potrafię odnaleźć samego siebie w tym wszystkim. Może Zbyt wiele się wokół mnie dzieje i się pogubiłem, albo zbyt mocno wziąłem sobie do serca wydarzenia sprzed ostatnich 4 lat. Nie chciałem pokazać jak bardzo mnie to boli i dusiłem w sobie cały smutek, a teraz przybrał on na sile i niszczy mnie od wewnątrz, a ja nie mam siły sam sobie z tym poradzić, tak więc stopniowo się poddaję i ulegam losowi nie robiąc nic żeby wygrzebać się z tego bagna.
Może wybiorę się z tym do psychologa, chociaż sam nie wiem czy w ogóle to pomoże. Nie pokazuję tego na co dzień ale coś we mnie siedzi. Coś, czyli ogromny żal do samego siebie i obrzydzenie oraz powiększająca się bezczynność które mi ciążą na duszy.
Chciałbym to z siebie zerwać, lecz brak mi sił...
niedziela, 4 grudnia 2011
Walka o nasze marzenia
Marzenia to nasze ukryte pragnienia, które chcemy spełnić żeby poczuć się dogłębnie szczęśliwymi.
Ale jak to bywa w życiu, nie ma nic za darmo i często na spełnienie jakiegoś swojego marzenia pracujemy przez całe życie. Są też trochę bardziej złożone sytuację kiedy o swoje marzenia musimy walczyć by pokazać, że jesteśmy ich naprawdę warci.
Ja o jedno swoje marzenie walczył będę do końca swoich dni, a mianowicie dążę do pokonania mojego przeciwnika w postaci choroby która znacząco uprzykrza mi codzienność. Ale mniejsza o to. W walce o marzenia znaczącą rolę pełni nadzieja. Gdy mamy nadzieję, zawsze w jakiś sposób odnajdujemy w sobię siłę aby się jeszcze bardziej starać, a co za tym idzie być bliżej spełnienia swojego pragnienia. Drugą wartością cechująca drogę do spełnienia marzeń jest wiara, a dokładnie wiara w samego siebie. Bo kto jest lepszym motywatorem niż my sami? No właśnie, gdy sami się nie przezwyciężymy to wysiłki innych mogą być od razu uznane za daremne. Kolejnym czynnikiem jest nasza wizja tego marzenia. To ona napędza nas do działania, pobudza naszą wyobraźnię,dzięki czemu nasze pragnienie staje się jeszcze bardziej piękniejsze a my bardziej intensywnie go porządamy i dążymy do jego zdobycia.
Jest jeszcze jedno marzenie o które walczę, chodzi mi dokładnie o miłość.Mimo,iż jestem doświadczony przez los, to jestem normalnym człowiekiem który ma prawo do miłości. Może i fortuna rzuca mi więcej wyzwań pod nogi niż zwykłemu człowiekowi, ale jak już walczę o zdrowię to spróbuję również zawalczyć o miłość.
Jak to mówią raz się żyje, kto nie ryzykuje ten nie ma. Będę walczył równie zarzarcie o zdrowie jak i o miłość, bo te dwie rzeczy tak na prawdę nadają sens mojemu nader szaremu życiu.
Mamy tylko jedno życie więc trzeba spełniać swoje marzenia aby w późniejszych latach mieć co wspominać i niczego nie żałować. Pewny jestem również tego, że żaden nasz trud nie pójdzie na marne.
Dlatego nie bójcie się walczyć o marzenia, a jeśli walczycie to walczcie o nie całym sercem
Ale jak to bywa w życiu, nie ma nic za darmo i często na spełnienie jakiegoś swojego marzenia pracujemy przez całe życie. Są też trochę bardziej złożone sytuację kiedy o swoje marzenia musimy walczyć by pokazać, że jesteśmy ich naprawdę warci.
Ja o jedno swoje marzenie walczył będę do końca swoich dni, a mianowicie dążę do pokonania mojego przeciwnika w postaci choroby która znacząco uprzykrza mi codzienność. Ale mniejsza o to. W walce o marzenia znaczącą rolę pełni nadzieja. Gdy mamy nadzieję, zawsze w jakiś sposób odnajdujemy w sobię siłę aby się jeszcze bardziej starać, a co za tym idzie być bliżej spełnienia swojego pragnienia. Drugą wartością cechująca drogę do spełnienia marzeń jest wiara, a dokładnie wiara w samego siebie. Bo kto jest lepszym motywatorem niż my sami? No właśnie, gdy sami się nie przezwyciężymy to wysiłki innych mogą być od razu uznane za daremne. Kolejnym czynnikiem jest nasza wizja tego marzenia. To ona napędza nas do działania, pobudza naszą wyobraźnię,dzięki czemu nasze pragnienie staje się jeszcze bardziej piękniejsze a my bardziej intensywnie go porządamy i dążymy do jego zdobycia.
Jest jeszcze jedno marzenie o które walczę, chodzi mi dokładnie o miłość.Mimo,iż jestem doświadczony przez los, to jestem normalnym człowiekiem który ma prawo do miłości. Może i fortuna rzuca mi więcej wyzwań pod nogi niż zwykłemu człowiekowi, ale jak już walczę o zdrowię to spróbuję również zawalczyć o miłość.
Jak to mówią raz się żyje, kto nie ryzykuje ten nie ma. Będę walczył równie zarzarcie o zdrowie jak i o miłość, bo te dwie rzeczy tak na prawdę nadają sens mojemu nader szaremu życiu.
Mamy tylko jedno życie więc trzeba spełniać swoje marzenia aby w późniejszych latach mieć co wspominać i niczego nie żałować. Pewny jestem również tego, że żaden nasz trud nie pójdzie na marne.
Dlatego nie bójcie się walczyć o marzenia, a jeśli walczycie to walczcie o nie całym sercem
niedziela, 20 listopada 2011
Błędne Koło
Zawsze kiedy za oknem już ciemno, ogarnia mnie jakiś taki refleksyjny nastrój. Nie wiem czy to dobrze czy źle, że tak siedzę i myślę o wszystkim i niczym doszukując się sensu w moich kłębiastych myślach. Gdy spojrzę w tą bezkresną czerń późno jesiennego nieba wracają do mnie wspomnienia, te miłe jak również i te których nie chcę więcej pamiętać. Najbardziej boli jednak monotonia która zatacza się w błędne koło wokół mnie, a ja nie umiem (lub też nie chcę, sam nie wiem) się z niego wyrwać. Zapomnieć o tym co było nie jest wcale tak łatwo, a w szczególności jeżeli sam włożyłeś w to masę swego serca cierpiąc przy tym. Rozsypało się no trudno, ale nikt nie postawił się w mojej sytuacji i nikt tak na prawdę nie zrozumie tego co ja przez ten cały czas przeżywałem. Miałem nadzieję, no ale nic nie pomogła. Jednak najgorsze w tym wszystkim było to, że moje uczucia, których tak wiele w to wszystko wkładałem, zostały ot tak sobie wyrzucone, i zero jakichkolwiek uczuć skruchy, żalu czy chociaż lekkiego smutku, dziecku znudziła się zabawka więc pora rzucić w kąt, zapomnieć i znaleźć sobie inną, tak? To pewnie dlatego jestem ostatnimi czasy beż życia, energii, i werwy do czegokolwiek. Mimo, że nie pokazuję po sobie to jednak nadal mnie to wszystko boli. Całe to moje poświęcenie poszło jak kamień w wodę. A ty masz zapomnieć i żyć dalej jak gdyby nic się nie działo.
Nierealne jest to żeby wymazać z pamięci prawie cztery teraz już zmarnowane lata. Całe szczęście które się we mnie przez ten czas zbierało, zostało zniweczone dosłownie w jednej chwili. Teraz jest tylko pustka. Pustka, która czeka na chwilę kiedy zostanie wypełniona szczęściem, a moje życie znów stanie się bardziej kolorowe. Znów scenariusz się powtarza bo zostałem po raz kolejny z Nadzieją przy boku.
Nierealne jest to żeby wymazać z pamięci prawie cztery teraz już zmarnowane lata. Całe szczęście które się we mnie przez ten czas zbierało, zostało zniweczone dosłownie w jednej chwili. Teraz jest tylko pustka. Pustka, która czeka na chwilę kiedy zostanie wypełniona szczęściem, a moje życie znów stanie się bardziej kolorowe. Znów scenariusz się powtarza bo zostałem po raz kolejny z Nadzieją przy boku.
poniedziałek, 7 listopada 2011
Odrobina Nihilizmu
Ostatnimi czasy wiele zmieniło się wokół mnie, i ja sam odkryłem w sobie jakiś inny pierwiastek. Na mojego pecha nie jest on mi wcale przydatny, wręcz przeciwnie, coraz bardziej daje mi się we znaki. Coraz to gorszym nastrojem, brakiem energii, werwy, motywacji, przytłacza wszelkie moje chęci do podjęcia jakiegokolwiek działania. Kłęby negatywnych myśli roją mi się w głowie, po dłuższym zastanowieniu nic nie ma głębszego sensu, i tak z dnia na dzień. Przytłacza mnie to wszystko i zamyka w odmętach moich myśli prowadzących donikąd. Siedzę tak na co dzień i zawszę pojawia mi się w umyśle jedno zasadnicze pytanie:
Co będzie jutro?
Może jednak wydarzy się coś co przywróci moje życie do sensu. Wiem, że biernością i narzekaniem nic nie zdziałam, no ale nie chcąc nikogo trapić, muszę się chociaż tu "wygadać" co we mnie siedzi bo nie mam już siły na nic. Uszła ze mnie cała wena nawet do pisania co bardzo lubiłem, stałem się takim pustym człowiekiem bez głębi która kiedyś mnie przepełniała, coś się we mnie wypaliło i stałem się jakiś inny. Może i tego tak nie pokazuję ale naprawdę tragicznie się czuję i nie wiem czy sam sobie z tym poradzę. Chciałbym tak przenieść się do jakiegoś obcego miejsca i pobyć wśród tamtejszych ludzi, może wtedy oczyściłbym swój umysł z tej "trucizny". Lub znaleźć kogoś takiego kto wskazałby mi drogę i pokierowałby mnie nią.
Może porozmawiam z jakimś psychologiem i on mi jakoś ulży. Najgorsza w tym wszystkim jest ta PUSTKA wewnątrz mnie, nie umiem jej zapełnić i czuję, że rozlewa się po mnie jak atrament po białej karcie papieru. Nie umiem tego inaczej wytłumaczyć. Jeśli napisałem to zbyt chaotycznie to przepraszam.
A teraz idę się dalej zatracać w swoim życiu i szukać chociaż odrobiny ukojenia, które może kiedyś odnajdę.
Co będzie jutro?
Może jednak wydarzy się coś co przywróci moje życie do sensu. Wiem, że biernością i narzekaniem nic nie zdziałam, no ale nie chcąc nikogo trapić, muszę się chociaż tu "wygadać" co we mnie siedzi bo nie mam już siły na nic. Uszła ze mnie cała wena nawet do pisania co bardzo lubiłem, stałem się takim pustym człowiekiem bez głębi która kiedyś mnie przepełniała, coś się we mnie wypaliło i stałem się jakiś inny. Może i tego tak nie pokazuję ale naprawdę tragicznie się czuję i nie wiem czy sam sobie z tym poradzę. Chciałbym tak przenieść się do jakiegoś obcego miejsca i pobyć wśród tamtejszych ludzi, może wtedy oczyściłbym swój umysł z tej "trucizny". Lub znaleźć kogoś takiego kto wskazałby mi drogę i pokierowałby mnie nią.
Może porozmawiam z jakimś psychologiem i on mi jakoś ulży. Najgorsza w tym wszystkim jest ta PUSTKA wewnątrz mnie, nie umiem jej zapełnić i czuję, że rozlewa się po mnie jak atrament po białej karcie papieru. Nie umiem tego inaczej wytłumaczyć. Jeśli napisałem to zbyt chaotycznie to przepraszam.
A teraz idę się dalej zatracać w swoim życiu i szukać chociaż odrobiny ukojenia, które może kiedyś odnajdę.
środa, 11 maja 2011
Moja Bezczynność
Siedzę jak zwykle przed komputerem, i patrzę się przez okno po mojej prawej.Patrzę na kwitnące drzewa, na to jak wiatr porusza ich gałęziami. Wsłuchuję się w ćwierkot ptaków, i odlatuję sam nawet nie wiem gdzie.
Tak przeważnie mam na codzień, siedzę bezczynnie przy biurku, pogrążam się w myślach, a komputer chodzi.
Czemu nic z tym nie zrobię? Sam niewiem, czuję tylko, że coś siedzi w głębi mnie, podkopuje moje ambicje i niszczy wszystkie chęci. Kiedyś było całkiem inaczej, miałem głowę pełną pomysłów, nowych historii, montowałem filmy nawet ot tak dla zabicia czasu. A teraz? Teraz coś we mnie się zmieniło i to wszystko jakoś znikło. Stałem się trochę inny. Mimo, że nie pokazuję, że coś się ze mną dzieje, to jednak i tak jest to widoczne.
Coraz częściej nachodzą mnie gorsze dni i dołki, w głowie kłębią się czarne myśli, odcinam się stopniowo od ludzi.
Skąd to się wzięło? Nie mam pojęcia, może czegoś mi brakuje i właśnie dlatego ciągle toważyszy mi ta nostalgia i monotonia. Ciężko mi z tym walczyć, ale nie poddam się i zwyciężę. Jeżeli nic z tym nie zrobię to może być przykre w skutkach zarówno dla mnie jak i osób w moim otoczeniu.
Od dziś będę robił sam sobie na przekór, i nie dam emocjom wziąć górę nad sobą. Zmiażdzę tego potwora który siedzi wewnątrz mnie i zacznę żyć jak normalny chłopak
Trzymajcie za mnie kcuki :)
Tak przeważnie mam na codzień, siedzę bezczynnie przy biurku, pogrążam się w myślach, a komputer chodzi.
Czemu nic z tym nie zrobię? Sam niewiem, czuję tylko, że coś siedzi w głębi mnie, podkopuje moje ambicje i niszczy wszystkie chęci. Kiedyś było całkiem inaczej, miałem głowę pełną pomysłów, nowych historii, montowałem filmy nawet ot tak dla zabicia czasu. A teraz? Teraz coś we mnie się zmieniło i to wszystko jakoś znikło. Stałem się trochę inny. Mimo, że nie pokazuję, że coś się ze mną dzieje, to jednak i tak jest to widoczne.
Coraz częściej nachodzą mnie gorsze dni i dołki, w głowie kłębią się czarne myśli, odcinam się stopniowo od ludzi.
Skąd to się wzięło? Nie mam pojęcia, może czegoś mi brakuje i właśnie dlatego ciągle toważyszy mi ta nostalgia i monotonia. Ciężko mi z tym walczyć, ale nie poddam się i zwyciężę. Jeżeli nic z tym nie zrobię to może być przykre w skutkach zarówno dla mnie jak i osób w moim otoczeniu.
Od dziś będę robił sam sobie na przekór, i nie dam emocjom wziąć górę nad sobą. Zmiażdzę tego potwora który siedzi wewnątrz mnie i zacznę żyć jak normalny chłopak
Trzymajcie za mnie kcuki :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)