Siedzę w fotelu obok mnie samotność
Smutna i szara ocieka pięknością
Włosy jej długie lekko falują
A oczy tak zimne w mą duszę wpatrują
I wtem spotkały się nasze spojrzenia
nagle poczułem, że coś się zmienia
Dłonią musnąłem zimnego polika
W sekundzie czuję jak cały chłód znika
Oczy jej martwe życiem zaiskrzyły
A w ich kącikach łzy pojawiły
Jej łzy otarłem jednym skinieniem
Ona podziękowała ciepłym spojrzeniem
Ująłem Samotność moją w ramiona
Dając jej troski niech się przekona
Objąłem najczulej jak potrafiłem
Że aż przez chwilę się zatraciłem
Zamknąłem oczy trwałem tak krótko
Ona zaczęła szlochać cichutko
Szepnąłem do ucha: Dlaczego płaczesz?
Samotność odparła: Tyle dla mnie znaczysz
Siedząc spleciony tak z Samotnością
Poczułem jej włosy pachniały miłością
Cudownym zapachem wręcz upojony
Dostrzegłem, że jestem jak uwolniony
Spojrzałem na jej twarz zapłakaną
Lecz teraz minę miała roześmianą
Palcami lekko podbródek ująłem
No i namiętnie całować zacząłem
Gdy usta nasze w pocałunku się złączyły
Miałem wrażenie jakby tańczyły
Wczepiłem palce w pachnące jej włosy
Jej usta miały smak letniej rosy
Serce mi biło jak oszalałe
W głowie przewijało się życie całe
Czułem powoli, że się zatracam
Lecz nie ma opcji już nie zawracam
Raz jeszcze spojrzeć w jej oczy chciałem
Gdy otworzyłem nic nie zastałem
Piękna Samotność zniknęła w Eterze
Sam sobie do dziś w to wszystko nie wierze
Został mi tylko smak letniej rosy
i te miłością pachnące włosy.
poniedziałek, 18 maja 2020
Jak zapomnieć?
W ludzkim życiu mamy cały wachlarz przeróżnych mechanizmów i umiejętności, które bywają zbawienne jak i zgubne w różnych sytuacjach. Dziś chciałbym pochylić się nad jedną z nich, mającą zarówno pozytywne jak i negatywne odbicie na płaszczyźnie ludzkiego życia i kontaktów międzyludzkich.
Jest to mianowicie umiejętność zapominania. Człowiek zazwyczaj używa jej kiedy chce wymazać z umysłu coś nieprzyjemnego, bądź jakieś przykre momenty, które kiedyś spotkały go w życiu. To taki swego rodzaju mechanizm obronny naszej świadomości przed destrukcyjnym wpływem nadmiernego myślenia o konkretnym zdarzeniu. O czym możemy zapomnieć, spytacie? Otóż według mnie jeśli człowiek będzie wystarczająco zdeterminowany to będzie potrafił zapomnieć o wszystkim, o czym będzie chciał. Jest to bardzo ciężkie do osiągnięcia ale nie niemożliwe, wiem sam po sobie. A raczej nie tyle co całkowicie zapomnieć, a pogodzić się z takim a nie innym obrotem wydarzeń i zaakceptować to co zgotował nam los. Miałem w moim życiu wiele takich sytuacji, które najchętniej wyrzuciłbym w diabły. O wielu ludziach też chciałbym zapomnieć, lecz nie jest to takie proste, ale możemy tak jak napisałem wyżej, zaakceptować to co było i nie rozpamiętywać, tylko iść dalej do przodu przez życie. Według mnie całe to zapomnienie jest równoznaczne z osiągnięciem wewnętrznego spokoju i zrozumienia dlaczego akurat tak się stało. Schowanie pewnych kwestii, ludzi i doświadczeń do głębokiej i ciemnej szufladki z ogromnym napisem: POD ŻADNYM POZOREM NIE OTWIERAĆ, GROZI DOŁKIEM.
Zapomnienie może też powoli i niepostrzeżenie toczyć nasze życie w złą stronę, niszcząc często to na czym nam naprawdę zależy. Ponieważ czasem kiedy zdecydujemy się zapomnieć, ma to odbicie na naszym środowisku i ludziach wokół nas. Może poprawić naszą sytuację uwalniając nas od ciążących nad nami problemów, ale równie dobrze może też nam ich dołożyć. Destrukcyjna natura zapominania objawić się może ochłodzeniem relacji z niektórymi osobami lub całkowitym jej urwaniu. Choć ma to także i swoje dobre strony, bo gdy osoba chce o czymś zapomnieć, to znak, że chce zmian w swoim życiu i stara się wyrzucić to co niepotrzebne z głowy. Mianowicie dąży do oczyszczenia umysłu i uporządkowania bałaganu w jej umyśle. Tylko nasuwa się tu kolejne niewygodne pytanie. Czy tak naprawdę dany osobnik jest pewien, że chce zapominać o pewnych kwestiach?
To już jest kwestia samej osoby jakie ma podejście i z jakich okoliczności i pobudek coś pchnęło ją do tego by chcieć coś wyrzucić z myśli. To jest czysto indywidualna sprawa każdego z nas.
Podsumowując, zapominanie jest bardzo istotnym elementem układanki jakim jest człowiek.
To w jakim kontekście będziemy używać tego mechanizmu zależy już tylko od nas samych. Pamiętajmy więc, że życie mamy jedno, ale starajmy się je przeżyć tak by u jego kresu powiedzieć samemu sobie: Miałem wspaniałe życie niewielu rzeczy żałuję.
Jest to mianowicie umiejętność zapominania. Człowiek zazwyczaj używa jej kiedy chce wymazać z umysłu coś nieprzyjemnego, bądź jakieś przykre momenty, które kiedyś spotkały go w życiu. To taki swego rodzaju mechanizm obronny naszej świadomości przed destrukcyjnym wpływem nadmiernego myślenia o konkretnym zdarzeniu. O czym możemy zapomnieć, spytacie? Otóż według mnie jeśli człowiek będzie wystarczająco zdeterminowany to będzie potrafił zapomnieć o wszystkim, o czym będzie chciał. Jest to bardzo ciężkie do osiągnięcia ale nie niemożliwe, wiem sam po sobie. A raczej nie tyle co całkowicie zapomnieć, a pogodzić się z takim a nie innym obrotem wydarzeń i zaakceptować to co zgotował nam los. Miałem w moim życiu wiele takich sytuacji, które najchętniej wyrzuciłbym w diabły. O wielu ludziach też chciałbym zapomnieć, lecz nie jest to takie proste, ale możemy tak jak napisałem wyżej, zaakceptować to co było i nie rozpamiętywać, tylko iść dalej do przodu przez życie. Według mnie całe to zapomnienie jest równoznaczne z osiągnięciem wewnętrznego spokoju i zrozumienia dlaczego akurat tak się stało. Schowanie pewnych kwestii, ludzi i doświadczeń do głębokiej i ciemnej szufladki z ogromnym napisem: POD ŻADNYM POZOREM NIE OTWIERAĆ, GROZI DOŁKIEM.
Zapomnienie może też powoli i niepostrzeżenie toczyć nasze życie w złą stronę, niszcząc często to na czym nam naprawdę zależy. Ponieważ czasem kiedy zdecydujemy się zapomnieć, ma to odbicie na naszym środowisku i ludziach wokół nas. Może poprawić naszą sytuację uwalniając nas od ciążących nad nami problemów, ale równie dobrze może też nam ich dołożyć. Destrukcyjna natura zapominania objawić się może ochłodzeniem relacji z niektórymi osobami lub całkowitym jej urwaniu. Choć ma to także i swoje dobre strony, bo gdy osoba chce o czymś zapomnieć, to znak, że chce zmian w swoim życiu i stara się wyrzucić to co niepotrzebne z głowy. Mianowicie dąży do oczyszczenia umysłu i uporządkowania bałaganu w jej umyśle. Tylko nasuwa się tu kolejne niewygodne pytanie. Czy tak naprawdę dany osobnik jest pewien, że chce zapominać o pewnych kwestiach?
To już jest kwestia samej osoby jakie ma podejście i z jakich okoliczności i pobudek coś pchnęło ją do tego by chcieć coś wyrzucić z myśli. To jest czysto indywidualna sprawa każdego z nas.
Podsumowując, zapominanie jest bardzo istotnym elementem układanki jakim jest człowiek.
To w jakim kontekście będziemy używać tego mechanizmu zależy już tylko od nas samych. Pamiętajmy więc, że życie mamy jedno, ale starajmy się je przeżyć tak by u jego kresu powiedzieć samemu sobie: Miałem wspaniałe życie niewielu rzeczy żałuję.
czwartek, 26 września 2019
Nie ma róży bez kolców
Dawno tu nie zaglądałem, ale cóż...trzeba czasem zdmuchnąć tą grubą warstwę kurzu i wylać coś twórczego i mądrego z siebie. Życie ludzkie to jest jedna wielka loteria. Każdy chciałby być szczęśliwy, ale dość często nasze grubymi nićmi szyte plany i marzenia prują się jak szmaciana laleczka z której zostaje tylko kupka wypełnienia. Chciałbym dziś wziąć pod lupę kwestię relacji międzyludzkich i to jakie są one piękne lecz też bardzo kruche. Miałem szczęście ostatnimi czasy poznać wyjątkową osobę. Złapaliśmy dość prędko delikatny kontakt, rozmowy były świetne. Inteligentne z nutką specyficznego humoru. Gdzieś w głębi mnie poczułem iskierkę radości którą to Ona wniosła na powrót do mojej szarej codzienności. Pisaliśmy niemalże codziennie, cieszyłem się na samą myśl pożartowania sobie z moją nowo poznaną istotką. Powoli otwierałem się i delikatnie porcjowałem jej moje wewnętrzne ja ponieważ czułem w sobie, że jest tego warta i mogę się z nią podzielić niektórymi osobistymi sprawami. Było pięknie. Ale nieodłączną częścią naszej wędrówki po tym ziemskim padole jest też popełnianie błędów. I to właśnie się stało. Mianowicie nacisnąłem na delikatny punkt mojej drogiej osóbki. Nie byłem tego zupełnie świadom, ponieważ nie poznałem dobrze jej od TEJ strony. Przeprosiłem, porozmawialiśmy, wybaczyła ALE NIE ZAPOMNIAŁA.
Znów zaczęły się żarty, dokazywanie i delikatne dokuczanie sobie jak mieliśmy w zwyczaju. Jednak sielanka nie trwała zbyt długo. Ponieważ ZNÓW ją NIEŚWIADOMIE skrzywdziłem, lecz tym razem o wiele bardziej. Postanowiłem, że na jakiś czas usunę się w cień i nie będę odzywał.
Jednak po intensywnym przemyśleniu wszystkiego doszedłem do wniosku TO KURCZE NIE W MOIM STYLU. Chciałbym tutaj jeszcze raz Cię przeprosić za moją nieświadomą gafę( jak masz inne określenie to napisz), którą popełniłem. Masz prawo być zła, masz prawo nie chcieć mnie znać, ale powiem ci, że moje sumienie by mnie zeżarło od środka, samym tym, że po raz kolejny zawiodłem szczególną mi osobę. Nie chcę żebyśmy w jakikolwiek sposób tracili tej fajnej znajomości. Napiszę kilka słów o tak zwanym "Dylemacie Jeża" Jest to piękna a za razem smutna metafora obrazująca jakim wyzwaniem jest pielęgnowanie takich bliskich i bardzo osobistych relacji. Cytując: " Opisuje sytuację grupy jeży, starającej się zbliżyć i trzymać blisko siebie podczas zimnej pogody. Nie mogą tego zrobić, ponieważ nie mogą uniknąć ranienia się nawzajem swoimi ostrymi kolcami. Chociaż wszystkie pragną bliskiego i odwzajemnionego kontaktu, może się on nie zdarzyć z przyczyn, których jeże nie mogą uniknąć."
Dlatego nie chciałbym być takim jeżem jak z dylematu wyżej. Jesteś niesamowitą osóbką i nawet nie zdajesz sobie sprawy ile uśmiechu wniosłaś do mojego codziennego życia. Poza tym nie mógłbym sobie wybaczyć jeśli straciłbym cię całkowicie. Przepraszam Cię najpokorniej jak potrafię.
PS. Mam cichą nadzieję, że tekst się podobał, a w szczególności TOBIE.
Znów zaczęły się żarty, dokazywanie i delikatne dokuczanie sobie jak mieliśmy w zwyczaju. Jednak sielanka nie trwała zbyt długo. Ponieważ ZNÓW ją NIEŚWIADOMIE skrzywdziłem, lecz tym razem o wiele bardziej. Postanowiłem, że na jakiś czas usunę się w cień i nie będę odzywał.
Jednak po intensywnym przemyśleniu wszystkiego doszedłem do wniosku TO KURCZE NIE W MOIM STYLU. Chciałbym tutaj jeszcze raz Cię przeprosić za moją nieświadomą gafę( jak masz inne określenie to napisz), którą popełniłem. Masz prawo być zła, masz prawo nie chcieć mnie znać, ale powiem ci, że moje sumienie by mnie zeżarło od środka, samym tym, że po raz kolejny zawiodłem szczególną mi osobę. Nie chcę żebyśmy w jakikolwiek sposób tracili tej fajnej znajomości. Napiszę kilka słów o tak zwanym "Dylemacie Jeża" Jest to piękna a za razem smutna metafora obrazująca jakim wyzwaniem jest pielęgnowanie takich bliskich i bardzo osobistych relacji. Cytując: " Opisuje sytuację grupy jeży, starającej się zbliżyć i trzymać blisko siebie podczas zimnej pogody. Nie mogą tego zrobić, ponieważ nie mogą uniknąć ranienia się nawzajem swoimi ostrymi kolcami. Chociaż wszystkie pragną bliskiego i odwzajemnionego kontaktu, może się on nie zdarzyć z przyczyn, których jeże nie mogą uniknąć."
Dlatego nie chciałbym być takim jeżem jak z dylematu wyżej. Jesteś niesamowitą osóbką i nawet nie zdajesz sobie sprawy ile uśmiechu wniosłaś do mojego codziennego życia. Poza tym nie mógłbym sobie wybaczyć jeśli straciłbym cię całkowicie. Przepraszam Cię najpokorniej jak potrafię.
PS. Mam cichą nadzieję, że tekst się podobał, a w szczególności TOBIE.
poniedziałek, 2 marca 2015
Wewnętrzna bitwa
Dawno nie pisałem żadnego tekstu, a że naszła mnie myśl lub inaczej stan w którym zawsze wypisuje moje myśli tu na blogu, postanowiłem coś naskrobać. Niewiem jak mam to wszystko nazwać, ale wszystko co dzieje się we mnie ma coraz bardziej destrukcyjne działanie na tego mnie na zewnątrz. Czuję że powoli słabnę i nie mam już siły by opierać się tym wszystkim problemom i pobudkom które targają mną od środka zwyczajnie mam dość tej farsy zwanej życiem. Mimo, że staram się na codzień być uśmiechnięty i radosny to to niestety nie jest moim prawdziwym obliczem, to jest po prostu zwyczajna maska wesołego chłopaczka pod którą kryje się niezbyt przyjemna twarz przegrańca który chciałby zasnąć i się nie obudzić. Wszyscy w koło powtarzają jak mantrę " znajdź sobie kogoś, przecież zaraz będziesz miał 22 lata i jak to tak wygląda" Problem polega na tym że chciałbym mieć kogoś ale boję się. Wykształcił się we mnie tak jakby mechanizm obronny, który pilnuje abym nie zabrnął za daleko w relacjach z innymi i gdy czuję że się zaczynam zakochiwać albo zauraczać odzywa się we mnie uczucie obrzydzenia do samego siebie i stawiam wyraźną granicę między mną a tą dziewczyną. Po prostu boję się że po raz kolejny moje uczucia staną się tylko zabawką dla dziewczyny i nie chcę kolejny raz przeżywać tych cierpień. Żeby o tym tak nie myśleć uciekam w wirtualny świat. Toczę ze sobą zażartą batalię i póki co wygrywa ta moja bardziej przykra wersja, z samotnością na czele. Nie mam pojęcia co mógłbym zrobić żeby było inaczej...
Jeśli tak dalej będzie to za jakiś czas wszytsko legnie w gruzach i zostaną jedynie wspomnienia, nie umiem znaleźć właściwej ścieżki do szczęścia, a kiedy w czymś na prawdę zacznę pokładać nadzieję okazuje się że to była tylko i wyłącznie iluzja którą wytworzyłem w mojej głowie i rzeczywistość rozwiała wszytskie moje nadzieje niczym ziarnka piasku, jestem w tej chwili na prawdę bezradny i nie widzę cienia nadziei dla mnie i mojego istnienia......
Jeśli tak dalej będzie to za jakiś czas wszytsko legnie w gruzach i zostaną jedynie wspomnienia, nie umiem znaleźć właściwej ścieżki do szczęścia, a kiedy w czymś na prawdę zacznę pokładać nadzieję okazuje się że to była tylko i wyłącznie iluzja którą wytworzyłem w mojej głowie i rzeczywistość rozwiała wszytskie moje nadzieje niczym ziarnka piasku, jestem w tej chwili na prawdę bezradny i nie widzę cienia nadziei dla mnie i mojego istnienia......
czwartek, 26 grudnia 2013
Coś z niczego
Znów odwiedziłem szare szablony mojego nieszczęsnego bloga bo jest kilka kwestii, które muszę z siebie wyrzucić. Zbliża się koniec roku, więc chciałbym zakończyć wszelkie nie jasne i nierozwiązane sprawy przed nadejściem nowego. Niestety są i takie kwestie, których nie jestem w stanie zakończyć ponieważ odcisnęły na mnie zbyt znaczące piętno zmieniając moją dotychczasową tułaczkę zwaną życiem. Głównym problemem jestem ja sam. Wiem wiem siedzę i narzekam na wszystko wokół mnie a nie spojrzę pierw na samego siebie. Więc teraz gdy nareszcie sobie to uświadomiłem, zrobię osobiste rozpoznanie.
Jestem osobą na ogół wesołą, uśmiechniętą i towarzyską. Lecz od pewnego czasu coś zaczęło się we mnie zmieniać, mianowicie zacząłem więcej czasu przesiadywać nad niepotrzebnym rozmyślaniem o nieistotnych kwestiach co zaowocowało podejrzewam wielokrotnym załamaniem i częstszymi dołkami. Narzekam na samotność ale czy ja sam tego wszystkiego twórcą nie jestem? No właśnie jeśli nie dałbym się złapać w sidła własnych niekiedy głupich przekonań, nie musiałbym dziś pisać tego posta. Mówiłem, że czułem się jak by coś we mnie umarło. Bo tak w rzeczywistości było. Spytacie pewnie co takiego i dlaczego? Otóż umarła we mnie cząstka osobowości, którą straciłem na rzecz przesadnego zakochiwania się i myślę, że to było główną przyczyną stanu jaki przez ostatni rok przeżywałem. Za bardzo wszystko brałem do siebie i wyobrażałem sobie bóg wie co.
Teraz wreszcie dostrzegłem, że nie powinienem snuć planów jeżeli nie wiem na czym konkretnie stoję. Lepiej późno niż wcale. Zaistniała we mnie również ogromna wręcz potrzeba zmienienia samego siebie bo dłużej nie jestem w stanie takiego "mnie" znieść. Jak to ktoś mi napisał, jeżeli dłużej będę w tym wszystkim tkwił "bo skończysz jako pedzio lub wariat" więc z dniem dzisiejszym postanawiam ogarnąć się i zacząć żyć. Bez układania bajek, niepotrzebnego latania z głową w chmurach, z większym dystansem do wszystkiego i wszystkich. Życzcie mi powodzenia i trzymajcie kciuki, aby udało mi się zrobić Coś z tego Niczego czym teraz jestem :)
Jestem osobą na ogół wesołą, uśmiechniętą i towarzyską. Lecz od pewnego czasu coś zaczęło się we mnie zmieniać, mianowicie zacząłem więcej czasu przesiadywać nad niepotrzebnym rozmyślaniem o nieistotnych kwestiach co zaowocowało podejrzewam wielokrotnym załamaniem i częstszymi dołkami. Narzekam na samotność ale czy ja sam tego wszystkiego twórcą nie jestem? No właśnie jeśli nie dałbym się złapać w sidła własnych niekiedy głupich przekonań, nie musiałbym dziś pisać tego posta. Mówiłem, że czułem się jak by coś we mnie umarło. Bo tak w rzeczywistości było. Spytacie pewnie co takiego i dlaczego? Otóż umarła we mnie cząstka osobowości, którą straciłem na rzecz przesadnego zakochiwania się i myślę, że to było główną przyczyną stanu jaki przez ostatni rok przeżywałem. Za bardzo wszystko brałem do siebie i wyobrażałem sobie bóg wie co.
Teraz wreszcie dostrzegłem, że nie powinienem snuć planów jeżeli nie wiem na czym konkretnie stoję. Lepiej późno niż wcale. Zaistniała we mnie również ogromna wręcz potrzeba zmienienia samego siebie bo dłużej nie jestem w stanie takiego "mnie" znieść. Jak to ktoś mi napisał, jeżeli dłużej będę w tym wszystkim tkwił "bo skończysz jako pedzio lub wariat" więc z dniem dzisiejszym postanawiam ogarnąć się i zacząć żyć. Bez układania bajek, niepotrzebnego latania z głową w chmurach, z większym dystansem do wszystkiego i wszystkich. Życzcie mi powodzenia i trzymajcie kciuki, aby udało mi się zrobić Coś z tego Niczego czym teraz jestem :)
wtorek, 13 sierpnia 2013
Utknąłeś w martwym punkcie ? Nie wiesz co dalej zrobić ze sobą i swoim życiem ? Zmień się !
W życiu człowieka bywa taki moment, że siądzie, zwiesi głowę, wzrok zanurzony w podłogę i kłębiące się w myślach jedno pytanie: " Co mam ze sobą zrobić?" Wszystko przestaje tracić sens, najlepiej w takiej chwili człowiek rozpłynąłby się czy zniknął. Sam miałem wiele razy tego typu stany i naprawdę ciężko mi było się pozbierać, jednak zawsze gdy już poukładałem myśli nachodziło mnie takie dziwne uczucie, jakby potrzeba zmian, takie wołanie o pomoc z głębi samego siebie.
Czułem wtedy głęboko w klatce piersiowej ciepło i dudniące jak bębny w umyśle dwa słowa :
" Zrób coś !"
Zamykałem oczy i oddawałem się rozmyślaniom nad moim dotychczasowym życiem i tym co mógłbym w nim zmienić. Przed oczami migotało mi tysiące obrazów, obrazów które były, są i te istniejące w marzeniach. Najbardziej motywowały i dodawały siły właśnie marzenia, ponieważ każde nawet najwymyślniejsze pragnienie może zostać spełnione, wystarczy tylko obrać je sobie za cel i podążać ku niemu ze wszystkich sił, nie przejmując się chwilami zwątpienia czy upadkiem naszych obranych wartości. W takiej sytuacji trzeba wstać spojrzeć przed siebie i iść dalej. Jeżeli natomiast wyczerpały się wszystkie możliwości które zbliżałyby nas ku osiągnięciu celu, jest to swoisty znak, że pora coś zmienić, zmienić siebie.
Życie mamy jedno, więc nie warto trwonić go siedząc i rozmyślając. Życie jest po to żeby czerpać z niego pełnymi garściami, a aby to zrobić trzeba realizować nasze zamierzenia i wszelkie pobudki oraz inspiracje zamienić w czyn.
Niżej krótki i wymowny film o tym jak powinno się podchodzić do życia nawet mimo najbardziej beznadziejnej sytuacji:
Zacznij żyć !
Zmieniajmy się sami dla siebie, nigdy dla kogoś innego. Ponieważ jeśli ktoś nie akceptuje nas takimi jakimi jesteśmy na prawdę, wniosek z tego taki, że nie jest on nam przeznaczony.
Czułem wtedy głęboko w klatce piersiowej ciepło i dudniące jak bębny w umyśle dwa słowa :
" Zrób coś !"
Zamykałem oczy i oddawałem się rozmyślaniom nad moim dotychczasowym życiem i tym co mógłbym w nim zmienić. Przed oczami migotało mi tysiące obrazów, obrazów które były, są i te istniejące w marzeniach. Najbardziej motywowały i dodawały siły właśnie marzenia, ponieważ każde nawet najwymyślniejsze pragnienie może zostać spełnione, wystarczy tylko obrać je sobie za cel i podążać ku niemu ze wszystkich sił, nie przejmując się chwilami zwątpienia czy upadkiem naszych obranych wartości. W takiej sytuacji trzeba wstać spojrzeć przed siebie i iść dalej. Jeżeli natomiast wyczerpały się wszystkie możliwości które zbliżałyby nas ku osiągnięciu celu, jest to swoisty znak, że pora coś zmienić, zmienić siebie.
Życie mamy jedno, więc nie warto trwonić go siedząc i rozmyślając. Życie jest po to żeby czerpać z niego pełnymi garściami, a aby to zrobić trzeba realizować nasze zamierzenia i wszelkie pobudki oraz inspiracje zamienić w czyn.
Niżej krótki i wymowny film o tym jak powinno się podchodzić do życia nawet mimo najbardziej beznadziejnej sytuacji:
Zacznij żyć !
sobota, 10 sierpnia 2013
Przyjaciel, Przyjaciółka - czyli ja i moje wypociny o przyjaźni
Dla każdego z nas przyjaźń ma zapewne trochę inną definicję, dla jednych przyjaźnią są wspólne wypady na miasto i imprezy, a inna osoba może myśli, że przyjaźń jest wtedy gdy ma się paczkę "przyjaciół" i wszystko robicie razem. To jaką przyjaźń uznajecie zostawię Wam do oceny.
Z mojego punktu widzenia przyjaźń jest to możliwość przebywania z osobami dla nas ważnymi, na które możemy liczyć w tych naszych gorszych chwilach. To jest tylko jedna istota prawdziwej przyjaźni, a jest ich ogrom, że nie jestem na chwilę obecną ich wszystkich przytoczyć. Każdy z nas powinien sam się zastanowić co dla niego jest najistotniejsze w przyjaźni i posiadaniu przyjaciół.
Są też ludzie dla których pierwszy lepszy kolega od razu awansuje na najlepszego przyjaciela. Takie osoby zazwyczaj są bardzo samotne i żyją w cieniu społeczeństwa dlatego też taki pseudo przyjaciel zaczyna wykorzystywać to, że ten drugi zrobi wszystko żeby jednak go zatrzymać przy sobie. Smutne ale prawdziwe.
Trzeba bardzo uważać kogo bierzemy za swojego przyjaciela bo niejednokrotnie może się okazać, iż osoba w której pokładamy nadzieje jest zwyczajnie dwulicową istotą, do nas się przymila i słodzi a gdy nas nie ma to za naszymi plecami rozsiewa jakieś wyssane z palca historyjki. Miałem w swoim życiu kilka takich przypadków.
Przyjaciel powinien być kimś takim z którym możemy podzielić się swoimi smutkami i radością, ważne też żebyśmy czuli się dobrze gdy jesteśmy w jego towarzystwie. Jak na dobrych przyjaciół przystało powinni też mieć swoje sekrety i wspólne tajemnice.
Dla mnie istotą przyjaźni jest to, że mogę polegać na tych których zdecydowałem się nazwać mianem mojego przyjaciela czy przyjaciółki, całe szczęście, że znalazło się w moim otoczeniu kilka osób których mogę nazwać właśnie przyjaciółmi.
Dziękuję że jesteście :)
PS. Przepraszam ale może dzisiejszy post być troche monotonny i nudnawy ( bynajmniej mi się tak wydaje :c ) w przyszłych postach włożę nieco więcej energii w kolejne teksty.
Z mojego punktu widzenia przyjaźń jest to możliwość przebywania z osobami dla nas ważnymi, na które możemy liczyć w tych naszych gorszych chwilach. To jest tylko jedna istota prawdziwej przyjaźni, a jest ich ogrom, że nie jestem na chwilę obecną ich wszystkich przytoczyć. Każdy z nas powinien sam się zastanowić co dla niego jest najistotniejsze w przyjaźni i posiadaniu przyjaciół.
Są też ludzie dla których pierwszy lepszy kolega od razu awansuje na najlepszego przyjaciela. Takie osoby zazwyczaj są bardzo samotne i żyją w cieniu społeczeństwa dlatego też taki pseudo przyjaciel zaczyna wykorzystywać to, że ten drugi zrobi wszystko żeby jednak go zatrzymać przy sobie. Smutne ale prawdziwe.
Trzeba bardzo uważać kogo bierzemy za swojego przyjaciela bo niejednokrotnie może się okazać, iż osoba w której pokładamy nadzieje jest zwyczajnie dwulicową istotą, do nas się przymila i słodzi a gdy nas nie ma to za naszymi plecami rozsiewa jakieś wyssane z palca historyjki. Miałem w swoim życiu kilka takich przypadków.
Przyjaciel powinien być kimś takim z którym możemy podzielić się swoimi smutkami i radością, ważne też żebyśmy czuli się dobrze gdy jesteśmy w jego towarzystwie. Jak na dobrych przyjaciół przystało powinni też mieć swoje sekrety i wspólne tajemnice.
Dla mnie istotą przyjaźni jest to, że mogę polegać na tych których zdecydowałem się nazwać mianem mojego przyjaciela czy przyjaciółki, całe szczęście, że znalazło się w moim otoczeniu kilka osób których mogę nazwać właśnie przyjaciółmi.
Dziękuję że jesteście :)
PS. Przepraszam ale może dzisiejszy post być troche monotonny i nudnawy ( bynajmniej mi się tak wydaje :c ) w przyszłych postach włożę nieco więcej energii w kolejne teksty.
czwartek, 1 sierpnia 2013
Nocny przypływ weny
Znów jak to ja, siedzę przed komputerem i zamiast patrzeć w monitor to gapię się za okno wzrok zatrzymując na latarni, której światło wpadając do mojego pokoju tworzy magiczną atmosferę.
O czym chciałbym dziś napisać ? No właśnie, jako że smutki jakoś ostatnio mi nie doskwierają to napiszę o pewnym uczuciu które zagościło na stałe w moim każdym dniu. Już tak do niej przywykłem że przestałem ją zauważać ponieważ zamieniła się w moją codzienność. Mowa o Samotności. To właśnie ona wypełniła moje serce. Samotność za kimś kto rozbudzi moje serce, komu naprawdę będę mógł pokazać jaka jest moja definicja szczęścia. Może i jestem trochę leniwy (bo jestem xD ) ale jeżeli już coś sobie postanowię to małymi kroczkami dążę do celu. Jasne, że mogę wyjść do ludzi i spróbować zawiązać nowe znajomości z jakimiś dziewczynami, ale to nie takie proste. Wytworzyła się we mnie jakaś taka blokada, która od razu odwodzi mnie od głębszego zapoznania się z dziewczyną i niszczy każdy mój zapęd czy chęć. Nie wiem skąd to, może z obawy przed kolejnym zawodem miłosnym a trochę ich miałem niestety. Czuję, że to właśnie to jest moim największym problemem. Jest jeszcze kwestia tego że dosyć mocno ( mimowolnie ) angażuję się w nowe znajomości i to zapewne mnie gubi. Dlatego wolę poczekać i kiedy poczuję, że nadszedł czas i moje serce będzie dojrzałe, wtedy podejmę jakiś poważny krok w kierunku zmiany sytuacji w jakiej obecnie jestem. Mam nadzieję że zdążę przed trzydziestką :D. Dzisiejszy samotny wieczór umiliła mi rozmowa z moją najdroższą przyjaciółką Patrycją :) Uwielbiam z nią pisać, ponieważ ona jako jedna z niewielu osób w moim otoczeniu potrafi mnie zrozumieć i sprawić, że się uśmiechnę chociażbym miał wisielczy humor. Dlatego też ja staram się odpłacać jej tym samym. W słuchawkach gra mi jak dla mnie idealna nutka na tego typu nastrój. Wystarczy teraz, że zamknę oczy i czuję jak bym odpłynął do innego świata. Do mojego świata.
PS. Dziękuję Ci Pati, za to, że o mnie nie zapomniałaś tak jak niektórzy " przyjaciele" nie wiesz nawet jak wielką radość sprawiło mi to, że nasza znajomość znów nabrała koloru tak jak kiedyś.
Jesteś naprawdę przyjaciółką, której nie jeden by pozazdrościł. Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.
Ten post dedykuję Tobie. Mam taką cichą nadzieję że gdy go czytałaś to choć na chwilę na twojej twarzy pojawił się uśmiech :)
Dziękuję, że jesteś :*
Magiczna nutka z moich słuchawek :
O czym chciałbym dziś napisać ? No właśnie, jako że smutki jakoś ostatnio mi nie doskwierają to napiszę o pewnym uczuciu które zagościło na stałe w moim każdym dniu. Już tak do niej przywykłem że przestałem ją zauważać ponieważ zamieniła się w moją codzienność. Mowa o Samotności. To właśnie ona wypełniła moje serce. Samotność za kimś kto rozbudzi moje serce, komu naprawdę będę mógł pokazać jaka jest moja definicja szczęścia. Może i jestem trochę leniwy (bo jestem xD ) ale jeżeli już coś sobie postanowię to małymi kroczkami dążę do celu. Jasne, że mogę wyjść do ludzi i spróbować zawiązać nowe znajomości z jakimiś dziewczynami, ale to nie takie proste. Wytworzyła się we mnie jakaś taka blokada, która od razu odwodzi mnie od głębszego zapoznania się z dziewczyną i niszczy każdy mój zapęd czy chęć. Nie wiem skąd to, może z obawy przed kolejnym zawodem miłosnym a trochę ich miałem niestety. Czuję, że to właśnie to jest moim największym problemem. Jest jeszcze kwestia tego że dosyć mocno ( mimowolnie ) angażuję się w nowe znajomości i to zapewne mnie gubi. Dlatego wolę poczekać i kiedy poczuję, że nadszedł czas i moje serce będzie dojrzałe, wtedy podejmę jakiś poważny krok w kierunku zmiany sytuacji w jakiej obecnie jestem. Mam nadzieję że zdążę przed trzydziestką :D. Dzisiejszy samotny wieczór umiliła mi rozmowa z moją najdroższą przyjaciółką Patrycją :) Uwielbiam z nią pisać, ponieważ ona jako jedna z niewielu osób w moim otoczeniu potrafi mnie zrozumieć i sprawić, że się uśmiechnę chociażbym miał wisielczy humor. Dlatego też ja staram się odpłacać jej tym samym. W słuchawkach gra mi jak dla mnie idealna nutka na tego typu nastrój. Wystarczy teraz, że zamknę oczy i czuję jak bym odpłynął do innego świata. Do mojego świata.
PS. Dziękuję Ci Pati, za to, że o mnie nie zapomniałaś tak jak niektórzy " przyjaciele" nie wiesz nawet jak wielką radość sprawiło mi to, że nasza znajomość znów nabrała koloru tak jak kiedyś.
Jesteś naprawdę przyjaciółką, której nie jeden by pozazdrościł. Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.
Ten post dedykuję Tobie. Mam taką cichą nadzieję że gdy go czytałaś to choć na chwilę na twojej twarzy pojawił się uśmiech :)
Dziękuję, że jesteś :*
Magiczna nutka z moich słuchawek :
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Gorsze dni
Od kilku dni czuję się źle, tak jakby smutek się we mnie zbierał, nawarstwiał. Jeszcze do tego ta nędzna pogoda, zimno, ponuro, aż nie chce się wyłazić z łóżka. Idą święta, wszyscy są zajęci przygotowaniami, sprzątaniem, gotowaniem. Tylko po to by jednego wieczora usiąść z rodziną przy stole, podzielić się opłatkiem, dać prezenty. To wszystko wygląda tak pięknie, ale jest pewna kwestia na którą chciałbym zwrócić uwagę.
Mam na myśli osoby których już z nami nie ma. Zawsze kiedy nadchodzi ten przedświąteczny okres nachodzi mnie ogromna tęsknota za babcią. Odkąd pamiętam zawsze spędzała z nami święta. Teraz kiedy jej już z nami nie ma mimo że jesteśmy wszyscy przy stole to jednak babci nam brakuje najbardziej. Kiedy po modlitwie przed jedzeniem nastaje moment ciszy zawszę patrzę na mamę i widzę w jej oczach łzy tęsknoty. Pojawia się ogromna pustka, którą nie sposób wypełnić Nie ukrywam, że ja uronię łzę gdy tak patrzę. Dlatego łamiąc się opłatkiem z mamą składam jej życzenia, mocno przytulam i całuję, aby wiedziała, że ma we mnie wsparcie pomimo tego że na co dzień przysparzam jej trochę problemów.
Dzisiejszego posta piszę ze łzami w oczach, ogromną tęsknotą w sercu i z nutką samotności w tym wszystkim. Chciało by się wiele, ale niestety nie wszystko dane jest nam otrzymać, bynajmniej od razu. Dlatego uzbroję się w cierpliwość i czekam dalej...
PS. Jako podsumowanie chciałbym podzielić się z wami pewnym krótkim utworem, przesłuchajcie do końca :
Mam na myśli osoby których już z nami nie ma. Zawsze kiedy nadchodzi ten przedświąteczny okres nachodzi mnie ogromna tęsknota za babcią. Odkąd pamiętam zawsze spędzała z nami święta. Teraz kiedy jej już z nami nie ma mimo że jesteśmy wszyscy przy stole to jednak babci nam brakuje najbardziej. Kiedy po modlitwie przed jedzeniem nastaje moment ciszy zawszę patrzę na mamę i widzę w jej oczach łzy tęsknoty. Pojawia się ogromna pustka, którą nie sposób wypełnić Nie ukrywam, że ja uronię łzę gdy tak patrzę. Dlatego łamiąc się opłatkiem z mamą składam jej życzenia, mocno przytulam i całuję, aby wiedziała, że ma we mnie wsparcie pomimo tego że na co dzień przysparzam jej trochę problemów.
Dzisiejszego posta piszę ze łzami w oczach, ogromną tęsknotą w sercu i z nutką samotności w tym wszystkim. Chciało by się wiele, ale niestety nie wszystko dane jest nam otrzymać, bynajmniej od razu. Dlatego uzbroję się w cierpliwość i czekam dalej...
PS. Jako podsumowanie chciałbym podzielić się z wami pewnym krótkim utworem, przesłuchajcie do końca :
środa, 17 października 2012
Zapach życia
Ostatnie dwa dni były dla mnie koszmarne. Przesypiałem cały ten żal i smutek który we mnie się zbierał, ale już jest lepiej. Przyznam się, że chciałem już się poddać i nie dbać już o nic zupełnie. Jednak przemyślałem sobie to wszystko, cały czas w słuchawkach gra mi piosenka z poprzedniego posta, zastanowiłem się głębiej nad przekazem zawartym w tym utworze i myślę że właśnie cierpienie najbardziej kształtuje charakter, psychikę i osobowość człowieka.
"Najlepiej rosnę kiedy karmi mnie mój ból
Najlepiej chociaż nie ma światła tu
Kiedy mój lęk wypełnia mnie jak gęsta mgła
Rosnę, zapach życia mam"
Właśnie te słowa otworzyły mi oczy, a mianowicie pokazały mi że negatywne uczucia tak samo uczą życia i wewnętrznej pokory. Będę walczył do ostatka, i nawet jeśli nie wyjdzie mi to będę wiedział że zrobiłem wszystko co w mojej mocy żeby było jak najlepiej. Gdybym się poddał to nie mógłbym myśleć o sobie jak o kimś wartościowym, usunął bym się całkowicie w cień i usychał w swojej samotni jak kwiat bez wody. Zrozumiałem, że nieodłączną częścią ludzkiego istnienia będzie zawsze cierpienie, z każdego niepowodzenia powinniśmy wyciągać cenne lekcje by nigdy już nie przeżywać po raz kolejny tych samych przykrych sytuacji. Tak więc zbieram w sobie siłę i kasę w portfelu by zrealizować jedno z moich postanowień.
"Najlepiej rosnę kiedy karmi mnie mój ból
Najlepiej chociaż nie ma światła tu
Kiedy mój lęk wypełnia mnie jak gęsta mgła
Rosnę, zapach życia mam"
Właśnie te słowa otworzyły mi oczy, a mianowicie pokazały mi że negatywne uczucia tak samo uczą życia i wewnętrznej pokory. Będę walczył do ostatka, i nawet jeśli nie wyjdzie mi to będę wiedział że zrobiłem wszystko co w mojej mocy żeby było jak najlepiej. Gdybym się poddał to nie mógłbym myśleć o sobie jak o kimś wartościowym, usunął bym się całkowicie w cień i usychał w swojej samotni jak kwiat bez wody. Zrozumiałem, że nieodłączną częścią ludzkiego istnienia będzie zawsze cierpienie, z każdego niepowodzenia powinniśmy wyciągać cenne lekcje by nigdy już nie przeżywać po raz kolejny tych samych przykrych sytuacji. Tak więc zbieram w sobie siłę i kasę w portfelu by zrealizować jedno z moich postanowień.
wtorek, 16 października 2012
Chciałbym
Dzisiejszy dzień był dla mnie koszmarem. Czułem nad sobą taki ciężar który przytłaczał mnie i wkradło się "ukochane" uczucie bezradności....
Postanowiłem , że odpuszczę sobie na jakiś czas te wszystkie GG, Facebook'i, Skype itp. Dam sobie trochę od tego odpocząć. Jestem ogólnie jakiś ostatnio przygnębiony i przygaszony, wiem dlaczego, ale to nieistotne. Leżąc tak w półśnie w łóżku ukazywały mi się rozmaite obrazy i sytuacje, te minione i te o których często myślę czy marzę. Zacząłem tak myśleć sobie o wszystkim i nasunęło mi się pytanie do samego siebie:
Czego tak w ogóle chciałbym?
Więc zebrałem w sobie wszystko, każde moje pragnienie, zachciankę i wybrałem te najistotniejsze, postanowiłem ubrać to w słowa.
Chciałbym być zawsze przy Tobie
Chciałbym móc dzielić z Tobą wszystkie smutki,żale,chwile radości, szczęścia
Chciałbym chodzić z Tobą na nocne spacery
Chciałbym oglądać z Tobą księżyc i gwiazdy
Chciałbym wziąć Cię w ramiona,przytulić do serca byś posłuchała z jaką siłą bije ono również dla Ciebie
Chciałbym móc patrzeć na Ciebie z uśmiechem na twarzy
Chciałbym zasypiać z Tobą przy boku
Chciałbym się budzić przy Tobie
Chciałbym byś była szczęśliwa
Chciałbym byśmy stworzyli tylko nasz świat
Chciałbym by moje uczucie dotarło do Ciebie
Chciałbym byś je odwzajemniła
Chciałbym być szczęśliwy razem z Tobą.
Na koniec podzielę się z wami pewną piosenką której słowa doskonale opisują to co czuję teraz w środku :
Postanowiłem , że odpuszczę sobie na jakiś czas te wszystkie GG, Facebook'i, Skype itp. Dam sobie trochę od tego odpocząć. Jestem ogólnie jakiś ostatnio przygnębiony i przygaszony, wiem dlaczego, ale to nieistotne. Leżąc tak w półśnie w łóżku ukazywały mi się rozmaite obrazy i sytuacje, te minione i te o których często myślę czy marzę. Zacząłem tak myśleć sobie o wszystkim i nasunęło mi się pytanie do samego siebie:
Czego tak w ogóle chciałbym?
Więc zebrałem w sobie wszystko, każde moje pragnienie, zachciankę i wybrałem te najistotniejsze, postanowiłem ubrać to w słowa.
Chciałbym być zawsze przy Tobie
Chciałbym móc dzielić z Tobą wszystkie smutki,żale,chwile radości, szczęścia
Chciałbym chodzić z Tobą na nocne spacery
Chciałbym oglądać z Tobą księżyc i gwiazdy
Chciałbym wziąć Cię w ramiona,przytulić do serca byś posłuchała z jaką siłą bije ono również dla Ciebie
Chciałbym móc patrzeć na Ciebie z uśmiechem na twarzy
Chciałbym zasypiać z Tobą przy boku
Chciałbym się budzić przy Tobie
Chciałbym byś była szczęśliwa
Chciałbym byśmy stworzyli tylko nasz świat
Chciałbym by moje uczucie dotarło do Ciebie
Chciałbym byś je odwzajemniła
Chciałbym być szczęśliwy razem z Tobą.
Na koniec podzielę się z wami pewną piosenką której słowa doskonale opisują to co czuję teraz w środku :
czwartek, 4 października 2012
Syzyfowa praca
Dzisiejszy dzień był taki jakiś nudny, nic szczególnego się nie działo, na dworze zimno i ponuro wychodzić nie miałem kompletnie chęci. Coraz bardziej w moim umyśle zaczyna się odznaczać obawa o moją przyszłość, czy dam sobie radę, czy będę wystarczająco silny żeby wziąć na barki odpowiedzialność za siebie i jeżeli los się do mnie uśmiechnie zacząć żyć na własną rękę, samodzielnie jak normalny człowiek. Nie chcę w życiu być zawsze od kogoś zależny i zawszę polegać na czyjeś pomocy. Wiem nauczyłem się tak, że zawsze ktoś jest przy mnie i mi pomaga bo życie to ode mnie wymusiło że tak określę. Ale patrząc w przyszłość, nikt nie będzie nade mną wiecznie czuwał, każdy założy swoją rodzinę. Tak więc jeżeli dłużej będę trwał przy takim przyzwyczajeniu, najwyraźniej w świecie zginę w samotności, a to by było najgorszym scenariuszem jaki by mnie czekał w życiu. Boję się cholernie samotności, nienawidzę nie mieć kontaktu z ludźmi. Posmakowałem jak to jest gdy miałem indywidualne nauczanie w domu po operacji, jednym słowem moja psychika dostała wtedy mocnego kopa. Wiem że teraz tak piszę snuję ambitne treści i rośnie we mnie jakaś tam siła, ale to jest tylko słomiany zapał, to mnie najbardziej denerwuje. Nie potrafię znaleźć w sobie siły żeby coś z tym zrobić. Dla kogoś potrafiłbym zrobić to o co mnie poprosi jeszcze nawet z nawiązką, ale jeśli jest to coś co miałbym zrobić sam dla siebie, to bez szans.
Chcę z tym walczyć ale nie potrafię, gdy zmotywuję siebie do działania to w pewnym momencie cała ta energia zebrana we mnie gdzieś pryska i wracam do stanu tej cholernej bierności....
Widocznie jest ze mną tak że potrzebuję kogoś kto pomoże mi i wesprze mnie, sprowadzając na dobrą drogę, bo sam będę błądził i nigdy nie znajdę wyjścia z tego pokręconego życiowego labiryntu.
Chcę z tym walczyć ale nie potrafię, gdy zmotywuję siebie do działania to w pewnym momencie cała ta energia zebrana we mnie gdzieś pryska i wracam do stanu tej cholernej bierności....
Widocznie jest ze mną tak że potrzebuję kogoś kto pomoże mi i wesprze mnie, sprowadzając na dobrą drogę, bo sam będę błądził i nigdy nie znajdę wyjścia z tego pokręconego życiowego labiryntu.
środa, 3 października 2012
O niej dla niej
Siedzę znów przed komputerem i patrzę w zegarek jak upływa minuta po minucie....
Dobra, dość mojego biadolenia, jestem dziś z wami bo chciałbym aby ten post był szczególnym, a mianowicie chciałbym wam opisać to co kłębi się we mnie od jakiegoś czasu i spróbować to jakoś nazwać.
Był czas, że jak to w życiu bywa miłość między dwojgiem ludzi umiera, chciałbym się cofnąć właśnie do tamtych chwil bo wtedy wraz z końcem jednego uczucia, zaczęło się rodzić następne.
Gdy ja cierpiałem po stracie miłości, gdzieś tam z boku miałem wsparcie w postaci Magdy, do której kieruję dzisiejszego posta :) Wysłuchiwała ona moich najróżniejszych biadoleń i żalów, zawsze potrafiła mi ulżyć, powiedziała dobre słowo, dodając mi otuchy. Gdy doszedłem mniej więcej po tym wszystkim do siebie, zauważyłem, że przez to wszystko zbliżyliśmy się do siebie. Wspólne tematy, dłuuugie rozmowy, bardzo dobrze się dogadywaliśmy. W pewnym momencie poczułem dziwnie znajome mi uczucie na myśl właśnie o Magdzie, od tamtej pory postrzegałem ją inaczej. Tysiące obrazów przelatywało mi przez głowę, większość dotyczyła jej. Gdy zamykałem oczy, miałem przed oczami scenę w której siedzimy na ławce nad jeziorem a przed nami słońce znika pośród wody zanurzając się i łącząc z tonią jeziora. Siedzimy my, tylko we dwoje a nasze ręce splątane w delikatnym uścisku. Oczy wpatrzone w siebie wzajemnie i lekkie uśmiechy na naszych twarzach.
Było więc jasne że czułem do niej coś więcej niż przyjaźń. Nie powiedziałem jej tego otwarcie, lecz zamiast tego wysyłałem jej delikatne oznaki mojego głębszego zainteresowania.
Uwielbiam w niej tą jej ciekawość, tą chęć poznania każdej mojej tajemnicy. Uwielbiam też te nasze długie dyskusje na GG o wszystkim i o niczym. Uśmiech na twarzy wywołuje mi też to gdy rozmawiamy na Skype i dodam kogoś do rozmowy, ona siedzi cicho i się nie odzywa.
Jest wspaniałą dziewczyną i muszę przyznać szczerze, że wniosła do mojego życia wiele uśmiechu i miłych chwil.
Madziu chciałbym Ci teraz napisać, że Kocham Cię i dziękuję ci za to że rozbudziłaś we mnie te najpiękniejsze uczucie jakie mogę Ci darować, to nie są tylko puste słowa, tylko to jest właśnie TO co w mym sercu dojrzewało bardzo długo. Nie ma dnia bym nie myślał o Tobie, o tym jak cudownie będzie kiedy wreszcie się spotkamy i będę mógł Ci to powiedzieć w oczy.
Dziś jest 3 października, nie myśl ,że zapomniałem. Życzę Ci więc aby twoje wszystkie marzenia spełniły się i obyś zawsze była szczęśliwa.
Na zawsze Twój....Olek.
PS. Prezent dostaniesz jak przyjadę niebawem :P
Dobra, dość mojego biadolenia, jestem dziś z wami bo chciałbym aby ten post był szczególnym, a mianowicie chciałbym wam opisać to co kłębi się we mnie od jakiegoś czasu i spróbować to jakoś nazwać.
Był czas, że jak to w życiu bywa miłość między dwojgiem ludzi umiera, chciałbym się cofnąć właśnie do tamtych chwil bo wtedy wraz z końcem jednego uczucia, zaczęło się rodzić następne.
Gdy ja cierpiałem po stracie miłości, gdzieś tam z boku miałem wsparcie w postaci Magdy, do której kieruję dzisiejszego posta :) Wysłuchiwała ona moich najróżniejszych biadoleń i żalów, zawsze potrafiła mi ulżyć, powiedziała dobre słowo, dodając mi otuchy. Gdy doszedłem mniej więcej po tym wszystkim do siebie, zauważyłem, że przez to wszystko zbliżyliśmy się do siebie. Wspólne tematy, dłuuugie rozmowy, bardzo dobrze się dogadywaliśmy. W pewnym momencie poczułem dziwnie znajome mi uczucie na myśl właśnie o Magdzie, od tamtej pory postrzegałem ją inaczej. Tysiące obrazów przelatywało mi przez głowę, większość dotyczyła jej. Gdy zamykałem oczy, miałem przed oczami scenę w której siedzimy na ławce nad jeziorem a przed nami słońce znika pośród wody zanurzając się i łącząc z tonią jeziora. Siedzimy my, tylko we dwoje a nasze ręce splątane w delikatnym uścisku. Oczy wpatrzone w siebie wzajemnie i lekkie uśmiechy na naszych twarzach.
Było więc jasne że czułem do niej coś więcej niż przyjaźń. Nie powiedziałem jej tego otwarcie, lecz zamiast tego wysyłałem jej delikatne oznaki mojego głębszego zainteresowania.
Uwielbiam w niej tą jej ciekawość, tą chęć poznania każdej mojej tajemnicy. Uwielbiam też te nasze długie dyskusje na GG o wszystkim i o niczym. Uśmiech na twarzy wywołuje mi też to gdy rozmawiamy na Skype i dodam kogoś do rozmowy, ona siedzi cicho i się nie odzywa.
Jest wspaniałą dziewczyną i muszę przyznać szczerze, że wniosła do mojego życia wiele uśmiechu i miłych chwil.
Madziu chciałbym Ci teraz napisać, że Kocham Cię i dziękuję ci za to że rozbudziłaś we mnie te najpiękniejsze uczucie jakie mogę Ci darować, to nie są tylko puste słowa, tylko to jest właśnie TO co w mym sercu dojrzewało bardzo długo. Nie ma dnia bym nie myślał o Tobie, o tym jak cudownie będzie kiedy wreszcie się spotkamy i będę mógł Ci to powiedzieć w oczy.
Dziś jest 3 października, nie myśl ,że zapomniałem. Życzę Ci więc aby twoje wszystkie marzenia spełniły się i obyś zawsze była szczęśliwa.
Na zawsze Twój....Olek.
PS. Prezent dostaniesz jak przyjadę niebawem :P
środa, 1 lutego 2012
Iskra
Dużo myślałem nad ostatnimi wydarzeniami, z resztą jak zwykle to robię. I tu coś nowego, a mianowicie zamiast popadać w coraz to głębsze przygnębienie i nostalgię poczułem jakąś ulgę na sercu, jak by jakaś iskra zapłonęła we mnie. Jakby powoli całe te parszywe uczucie ciężaru na duszy zaczęło ustępować. Z dnia na dzień jest coraz lepiej, czuję, że powoli wraca stary "ja". Cieszę się przeogromnie bo przyznam szczerze zmęczony byłem tym całym bałaganem wewnątrz mnie. Powoli napływają do mnie siły. Budzę się z tego letargu, nareszcie!
Jeszce bardziej podbudował mnie fakt, że mam zdane próbne matury oprócz matematyki, z niemieckiego miałem 71% najlepiej w całej szkole.Czeka mnie teraz kolejny ciężki czas, 6 lutego jadę do szpitala, ale najgorsze w tym jest to ,że nie wiem do końca co będą tam ze mną robili, Czy tylko badania kontrolne czy może kolejna operacja. No cóż, przekonam się na miejscu. Szkoda tylko, że studniówka wypada 10 lutego więc marne szanse, że się tam pojawię,ale może jakiś cud się zdarzy i może mnie wypuszczą.
Tak czy inaczej wszystko idzie ku dobremu, co daje mi tylko coraz więcej siły do walki z losem. Oby dobre samopoczucie mnie nie opuściło przez długi czas.
Jeszce bardziej podbudował mnie fakt, że mam zdane próbne matury oprócz matematyki, z niemieckiego miałem 71% najlepiej w całej szkole.Czeka mnie teraz kolejny ciężki czas, 6 lutego jadę do szpitala, ale najgorsze w tym jest to ,że nie wiem do końca co będą tam ze mną robili, Czy tylko badania kontrolne czy może kolejna operacja. No cóż, przekonam się na miejscu. Szkoda tylko, że studniówka wypada 10 lutego więc marne szanse, że się tam pojawię,ale może jakiś cud się zdarzy i może mnie wypuszczą.
Tak czy inaczej wszystko idzie ku dobremu, co daje mi tylko coraz więcej siły do walki z losem. Oby dobre samopoczucie mnie nie opuściło przez długi czas.
środa, 25 stycznia 2012
Fałszywy zapał
Znów to samo. Siedzę patrząc w monitor i zastanawiam się nad samym sobą. Nie mam na nic weny, siły, nic zupełnie nic mi się nie chce. Ferie powoli chylą się ku końcowi co mnie bardzo przytłacza i wpędza w coraz to gorszy nastrój. Nie myślę nawet co to będzie kiedy wrócimy do szkoły i znów zacznie się ten cały szał związany z maturą, która i tak wyjdzie,że normalnie pożal się Boże. Nie dostrzegam w niczym sensu, czytałem troszkę na internecie i wnioskuję że chyba dopadła mnie młodzieńcza depresja i coraz to bardziej się w niej pogrążam.
Mam chwile, że obudzi we mnie się jakaś iskierka zapału ale po kilku minutach przechodzi, a miejsce zapału zajmuje coraz to bardziej rozrastające się wewnątrz mnie poczucie "niepotrzebności", przez które czuję że świat byłby beze mnie o wiele lepszy. Nie byłoby tych kłopotów i obowiązków związanych ze mną i moi najbliżsi byli by szczęśliwsi gdybym nie istniał i nie zaśmiecał świata swoją nędzną egzystencją. Nie potrafię odnaleźć samego siebie w tym wszystkim. Może Zbyt wiele się wokół mnie dzieje i się pogubiłem, albo zbyt mocno wziąłem sobie do serca wydarzenia sprzed ostatnich 4 lat. Nie chciałem pokazać jak bardzo mnie to boli i dusiłem w sobie cały smutek, a teraz przybrał on na sile i niszczy mnie od wewnątrz, a ja nie mam siły sam sobie z tym poradzić, tak więc stopniowo się poddaję i ulegam losowi nie robiąc nic żeby wygrzebać się z tego bagna.
Może wybiorę się z tym do psychologa, chociaż sam nie wiem czy w ogóle to pomoże. Nie pokazuję tego na co dzień ale coś we mnie siedzi. Coś, czyli ogromny żal do samego siebie i obrzydzenie oraz powiększająca się bezczynność które mi ciążą na duszy.
Chciałbym to z siebie zerwać, lecz brak mi sił...
Mam chwile, że obudzi we mnie się jakaś iskierka zapału ale po kilku minutach przechodzi, a miejsce zapału zajmuje coraz to bardziej rozrastające się wewnątrz mnie poczucie "niepotrzebności", przez które czuję że świat byłby beze mnie o wiele lepszy. Nie byłoby tych kłopotów i obowiązków związanych ze mną i moi najbliżsi byli by szczęśliwsi gdybym nie istniał i nie zaśmiecał świata swoją nędzną egzystencją. Nie potrafię odnaleźć samego siebie w tym wszystkim. Może Zbyt wiele się wokół mnie dzieje i się pogubiłem, albo zbyt mocno wziąłem sobie do serca wydarzenia sprzed ostatnich 4 lat. Nie chciałem pokazać jak bardzo mnie to boli i dusiłem w sobie cały smutek, a teraz przybrał on na sile i niszczy mnie od wewnątrz, a ja nie mam siły sam sobie z tym poradzić, tak więc stopniowo się poddaję i ulegam losowi nie robiąc nic żeby wygrzebać się z tego bagna.
Może wybiorę się z tym do psychologa, chociaż sam nie wiem czy w ogóle to pomoże. Nie pokazuję tego na co dzień ale coś we mnie siedzi. Coś, czyli ogromny żal do samego siebie i obrzydzenie oraz powiększająca się bezczynność które mi ciążą na duszy.
Chciałbym to z siebie zerwać, lecz brak mi sił...
niedziela, 4 grudnia 2011
Walka o nasze marzenia
Marzenia to nasze ukryte pragnienia, które chcemy spełnić żeby poczuć się dogłębnie szczęśliwymi.
Ale jak to bywa w życiu, nie ma nic za darmo i często na spełnienie jakiegoś swojego marzenia pracujemy przez całe życie. Są też trochę bardziej złożone sytuację kiedy o swoje marzenia musimy walczyć by pokazać, że jesteśmy ich naprawdę warci.
Ja o jedno swoje marzenie walczył będę do końca swoich dni, a mianowicie dążę do pokonania mojego przeciwnika w postaci choroby która znacząco uprzykrza mi codzienność. Ale mniejsza o to. W walce o marzenia znaczącą rolę pełni nadzieja. Gdy mamy nadzieję, zawsze w jakiś sposób odnajdujemy w sobię siłę aby się jeszcze bardziej starać, a co za tym idzie być bliżej spełnienia swojego pragnienia. Drugą wartością cechująca drogę do spełnienia marzeń jest wiara, a dokładnie wiara w samego siebie. Bo kto jest lepszym motywatorem niż my sami? No właśnie, gdy sami się nie przezwyciężymy to wysiłki innych mogą być od razu uznane za daremne. Kolejnym czynnikiem jest nasza wizja tego marzenia. To ona napędza nas do działania, pobudza naszą wyobraźnię,dzięki czemu nasze pragnienie staje się jeszcze bardziej piękniejsze a my bardziej intensywnie go porządamy i dążymy do jego zdobycia.
Jest jeszcze jedno marzenie o które walczę, chodzi mi dokładnie o miłość.Mimo,iż jestem doświadczony przez los, to jestem normalnym człowiekiem który ma prawo do miłości. Może i fortuna rzuca mi więcej wyzwań pod nogi niż zwykłemu człowiekowi, ale jak już walczę o zdrowię to spróbuję również zawalczyć o miłość.
Jak to mówią raz się żyje, kto nie ryzykuje ten nie ma. Będę walczył równie zarzarcie o zdrowie jak i o miłość, bo te dwie rzeczy tak na prawdę nadają sens mojemu nader szaremu życiu.
Mamy tylko jedno życie więc trzeba spełniać swoje marzenia aby w późniejszych latach mieć co wspominać i niczego nie żałować. Pewny jestem również tego, że żaden nasz trud nie pójdzie na marne.
Dlatego nie bójcie się walczyć o marzenia, a jeśli walczycie to walczcie o nie całym sercem
Ale jak to bywa w życiu, nie ma nic za darmo i często na spełnienie jakiegoś swojego marzenia pracujemy przez całe życie. Są też trochę bardziej złożone sytuację kiedy o swoje marzenia musimy walczyć by pokazać, że jesteśmy ich naprawdę warci.
Ja o jedno swoje marzenie walczył będę do końca swoich dni, a mianowicie dążę do pokonania mojego przeciwnika w postaci choroby która znacząco uprzykrza mi codzienność. Ale mniejsza o to. W walce o marzenia znaczącą rolę pełni nadzieja. Gdy mamy nadzieję, zawsze w jakiś sposób odnajdujemy w sobię siłę aby się jeszcze bardziej starać, a co za tym idzie być bliżej spełnienia swojego pragnienia. Drugą wartością cechująca drogę do spełnienia marzeń jest wiara, a dokładnie wiara w samego siebie. Bo kto jest lepszym motywatorem niż my sami? No właśnie, gdy sami się nie przezwyciężymy to wysiłki innych mogą być od razu uznane za daremne. Kolejnym czynnikiem jest nasza wizja tego marzenia. To ona napędza nas do działania, pobudza naszą wyobraźnię,dzięki czemu nasze pragnienie staje się jeszcze bardziej piękniejsze a my bardziej intensywnie go porządamy i dążymy do jego zdobycia.
Jest jeszcze jedno marzenie o które walczę, chodzi mi dokładnie o miłość.Mimo,iż jestem doświadczony przez los, to jestem normalnym człowiekiem który ma prawo do miłości. Może i fortuna rzuca mi więcej wyzwań pod nogi niż zwykłemu człowiekowi, ale jak już walczę o zdrowię to spróbuję również zawalczyć o miłość.
Jak to mówią raz się żyje, kto nie ryzykuje ten nie ma. Będę walczył równie zarzarcie o zdrowie jak i o miłość, bo te dwie rzeczy tak na prawdę nadają sens mojemu nader szaremu życiu.
Mamy tylko jedno życie więc trzeba spełniać swoje marzenia aby w późniejszych latach mieć co wspominać i niczego nie żałować. Pewny jestem również tego, że żaden nasz trud nie pójdzie na marne.
Dlatego nie bójcie się walczyć o marzenia, a jeśli walczycie to walczcie o nie całym sercem
niedziela, 20 listopada 2011
Błędne Koło
Zawsze kiedy za oknem już ciemno, ogarnia mnie jakiś taki refleksyjny nastrój. Nie wiem czy to dobrze czy źle, że tak siedzę i myślę o wszystkim i niczym doszukując się sensu w moich kłębiastych myślach. Gdy spojrzę w tą bezkresną czerń późno jesiennego nieba wracają do mnie wspomnienia, te miłe jak również i te których nie chcę więcej pamiętać. Najbardziej boli jednak monotonia która zatacza się w błędne koło wokół mnie, a ja nie umiem (lub też nie chcę, sam nie wiem) się z niego wyrwać. Zapomnieć o tym co było nie jest wcale tak łatwo, a w szczególności jeżeli sam włożyłeś w to masę swego serca cierpiąc przy tym. Rozsypało się no trudno, ale nikt nie postawił się w mojej sytuacji i nikt tak na prawdę nie zrozumie tego co ja przez ten cały czas przeżywałem. Miałem nadzieję, no ale nic nie pomogła. Jednak najgorsze w tym wszystkim było to, że moje uczucia, których tak wiele w to wszystko wkładałem, zostały ot tak sobie wyrzucone, i zero jakichkolwiek uczuć skruchy, żalu czy chociaż lekkiego smutku, dziecku znudziła się zabawka więc pora rzucić w kąt, zapomnieć i znaleźć sobie inną, tak? To pewnie dlatego jestem ostatnimi czasy beż życia, energii, i werwy do czegokolwiek. Mimo, że nie pokazuję po sobie to jednak nadal mnie to wszystko boli. Całe to moje poświęcenie poszło jak kamień w wodę. A ty masz zapomnieć i żyć dalej jak gdyby nic się nie działo.
Nierealne jest to żeby wymazać z pamięci prawie cztery teraz już zmarnowane lata. Całe szczęście które się we mnie przez ten czas zbierało, zostało zniweczone dosłownie w jednej chwili. Teraz jest tylko pustka. Pustka, która czeka na chwilę kiedy zostanie wypełniona szczęściem, a moje życie znów stanie się bardziej kolorowe. Znów scenariusz się powtarza bo zostałem po raz kolejny z Nadzieją przy boku.
Nierealne jest to żeby wymazać z pamięci prawie cztery teraz już zmarnowane lata. Całe szczęście które się we mnie przez ten czas zbierało, zostało zniweczone dosłownie w jednej chwili. Teraz jest tylko pustka. Pustka, która czeka na chwilę kiedy zostanie wypełniona szczęściem, a moje życie znów stanie się bardziej kolorowe. Znów scenariusz się powtarza bo zostałem po raz kolejny z Nadzieją przy boku.
poniedziałek, 7 listopada 2011
Odrobina Nihilizmu
Ostatnimi czasy wiele zmieniło się wokół mnie, i ja sam odkryłem w sobie jakiś inny pierwiastek. Na mojego pecha nie jest on mi wcale przydatny, wręcz przeciwnie, coraz bardziej daje mi się we znaki. Coraz to gorszym nastrojem, brakiem energii, werwy, motywacji, przytłacza wszelkie moje chęci do podjęcia jakiegokolwiek działania. Kłęby negatywnych myśli roją mi się w głowie, po dłuższym zastanowieniu nic nie ma głębszego sensu, i tak z dnia na dzień. Przytłacza mnie to wszystko i zamyka w odmętach moich myśli prowadzących donikąd. Siedzę tak na co dzień i zawszę pojawia mi się w umyśle jedno zasadnicze pytanie:
Co będzie jutro?
Może jednak wydarzy się coś co przywróci moje życie do sensu. Wiem, że biernością i narzekaniem nic nie zdziałam, no ale nie chcąc nikogo trapić, muszę się chociaż tu "wygadać" co we mnie siedzi bo nie mam już siły na nic. Uszła ze mnie cała wena nawet do pisania co bardzo lubiłem, stałem się takim pustym człowiekiem bez głębi która kiedyś mnie przepełniała, coś się we mnie wypaliło i stałem się jakiś inny. Może i tego tak nie pokazuję ale naprawdę tragicznie się czuję i nie wiem czy sam sobie z tym poradzę. Chciałbym tak przenieść się do jakiegoś obcego miejsca i pobyć wśród tamtejszych ludzi, może wtedy oczyściłbym swój umysł z tej "trucizny". Lub znaleźć kogoś takiego kto wskazałby mi drogę i pokierowałby mnie nią.
Może porozmawiam z jakimś psychologiem i on mi jakoś ulży. Najgorsza w tym wszystkim jest ta PUSTKA wewnątrz mnie, nie umiem jej zapełnić i czuję, że rozlewa się po mnie jak atrament po białej karcie papieru. Nie umiem tego inaczej wytłumaczyć. Jeśli napisałem to zbyt chaotycznie to przepraszam.
A teraz idę się dalej zatracać w swoim życiu i szukać chociaż odrobiny ukojenia, które może kiedyś odnajdę.
Co będzie jutro?
Może jednak wydarzy się coś co przywróci moje życie do sensu. Wiem, że biernością i narzekaniem nic nie zdziałam, no ale nie chcąc nikogo trapić, muszę się chociaż tu "wygadać" co we mnie siedzi bo nie mam już siły na nic. Uszła ze mnie cała wena nawet do pisania co bardzo lubiłem, stałem się takim pustym człowiekiem bez głębi która kiedyś mnie przepełniała, coś się we mnie wypaliło i stałem się jakiś inny. Może i tego tak nie pokazuję ale naprawdę tragicznie się czuję i nie wiem czy sam sobie z tym poradzę. Chciałbym tak przenieść się do jakiegoś obcego miejsca i pobyć wśród tamtejszych ludzi, może wtedy oczyściłbym swój umysł z tej "trucizny". Lub znaleźć kogoś takiego kto wskazałby mi drogę i pokierowałby mnie nią.
Może porozmawiam z jakimś psychologiem i on mi jakoś ulży. Najgorsza w tym wszystkim jest ta PUSTKA wewnątrz mnie, nie umiem jej zapełnić i czuję, że rozlewa się po mnie jak atrament po białej karcie papieru. Nie umiem tego inaczej wytłumaczyć. Jeśli napisałem to zbyt chaotycznie to przepraszam.
A teraz idę się dalej zatracać w swoim życiu i szukać chociaż odrobiny ukojenia, które może kiedyś odnajdę.
środa, 11 maja 2011
Moja Bezczynność
Siedzę jak zwykle przed komputerem, i patrzę się przez okno po mojej prawej.Patrzę na kwitnące drzewa, na to jak wiatr porusza ich gałęziami. Wsłuchuję się w ćwierkot ptaków, i odlatuję sam nawet nie wiem gdzie.
Tak przeważnie mam na codzień, siedzę bezczynnie przy biurku, pogrążam się w myślach, a komputer chodzi.
Czemu nic z tym nie zrobię? Sam niewiem, czuję tylko, że coś siedzi w głębi mnie, podkopuje moje ambicje i niszczy wszystkie chęci. Kiedyś było całkiem inaczej, miałem głowę pełną pomysłów, nowych historii, montowałem filmy nawet ot tak dla zabicia czasu. A teraz? Teraz coś we mnie się zmieniło i to wszystko jakoś znikło. Stałem się trochę inny. Mimo, że nie pokazuję, że coś się ze mną dzieje, to jednak i tak jest to widoczne.
Coraz częściej nachodzą mnie gorsze dni i dołki, w głowie kłębią się czarne myśli, odcinam się stopniowo od ludzi.
Skąd to się wzięło? Nie mam pojęcia, może czegoś mi brakuje i właśnie dlatego ciągle toważyszy mi ta nostalgia i monotonia. Ciężko mi z tym walczyć, ale nie poddam się i zwyciężę. Jeżeli nic z tym nie zrobię to może być przykre w skutkach zarówno dla mnie jak i osób w moim otoczeniu.
Od dziś będę robił sam sobie na przekór, i nie dam emocjom wziąć górę nad sobą. Zmiażdzę tego potwora który siedzi wewnątrz mnie i zacznę żyć jak normalny chłopak
Trzymajcie za mnie kcuki :)
Tak przeważnie mam na codzień, siedzę bezczynnie przy biurku, pogrążam się w myślach, a komputer chodzi.
Czemu nic z tym nie zrobię? Sam niewiem, czuję tylko, że coś siedzi w głębi mnie, podkopuje moje ambicje i niszczy wszystkie chęci. Kiedyś było całkiem inaczej, miałem głowę pełną pomysłów, nowych historii, montowałem filmy nawet ot tak dla zabicia czasu. A teraz? Teraz coś we mnie się zmieniło i to wszystko jakoś znikło. Stałem się trochę inny. Mimo, że nie pokazuję, że coś się ze mną dzieje, to jednak i tak jest to widoczne.
Coraz częściej nachodzą mnie gorsze dni i dołki, w głowie kłębią się czarne myśli, odcinam się stopniowo od ludzi.
Skąd to się wzięło? Nie mam pojęcia, może czegoś mi brakuje i właśnie dlatego ciągle toważyszy mi ta nostalgia i monotonia. Ciężko mi z tym walczyć, ale nie poddam się i zwyciężę. Jeżeli nic z tym nie zrobię to może być przykre w skutkach zarówno dla mnie jak i osób w moim otoczeniu.
Od dziś będę robił sam sobie na przekór, i nie dam emocjom wziąć górę nad sobą. Zmiażdzę tego potwora który siedzi wewnątrz mnie i zacznę żyć jak normalny chłopak
Trzymajcie za mnie kcuki :)
wtorek, 18 stycznia 2011
Miłość a kobieta
Pewnie większość z was zasmakowała już swoich pierwszych miłostek. Te motylki w brzuchu,ta radość, która niemalże czujesz jak wypływa z Ciebie i to uczucie które ogarnia Cię gdy znajdziesz się blisko obiektu swoich westchnień.
Ale nie o tym dzisiaj chcę się z wami podzielić.Chcę pokazać wam jaką rolę odgrywa miłość w życiu kobiety i kobieta w miłości.Może i moje spostrzeżenia nie będą do końca trafne, ale opiszę wam to z punktu widzenia mężczyzny,a przynajmniej przedstawię wam swoje zdanie na ten temat.
Miłość i kobiety są do siebie bardzo podobne.Obie potrafią być piękne,gustowne i warte najszczerszego złota jak nie więcej. Jednak każdy medal ma dwie strony.Kobieta potrafi być też czasem przebiegła i jak łowca polować na mężczyzn,by później okręcić go sobie wokół palca, żeby tańczył jej jak mu zagra.A że mężczyźni wykazują się ogromną słabością do płci pięknej to tak się często dzieje, że biedak zatraca się a kobieta ma kolejne serce w garści i kolejną zabawkę, która spełni jej zachcianki.
Ale nie każda kobieta taka jest.Są również takie,które chcą prawdziwej miłości i związku.W swoich partnerach szukają podpory i wsparcia za co odpłacają im swoim oddaniem i uczuciem.Bowiem aby związek był udany i szczęśliwy,obojga partnerów obowiązują pewne zasady.Dla sprawdzenia możecie zapytać wasze drugie połówki jakie według nich będą 3 najważniejsze zasady warunkujące udany związek? Na pewno strzelą wam że w związku chodzi o miłość,opiekę i inne pierdoły.Otóż fundamentami prawdziwego związku są szczerość zaufanie i szacunek. Gdy te zasady zostaną zachowane możecie się doczekać naprawdę pięknych chwil razem ze swoimi drugimi połówkami.
Miłość to najgroźniejsza broń w rekach kobiety,ale i zarazem najpiękniejszy podarunek jaki możemy otrzymać.
Więc pamiętajcie,nigdy nie krzywdźcie swoich partnerów ani nie pozwalajcie aby oni w jakikolwiek sposób krzywdzili was.
Jeśli zawiedliście się w miłości,nie skreślajcie jej z waszego życia bo do miłości trzeba dojrzeć tak samo fizycznie jak i psychicznie.Prędzej czy później, każdy z nas zasmakuje niewątpliwie najpiękniejszego uczucia jakie może istnieć.Na miłość mamy całe życie,nie uda się raz to próbuj dalej. Nie myśl też, że dziewczyna czy chłopak sam/a do Ciebie się zgłosi.To wymaga również trochę starania od samego Ciebie.
Wychodź do ludzi,zawieraj nowe znajomości,chodź na imprezy, a z czasem odnajdziesz swą bratnią duszę.Gdy odnajdziesz swoją miłość to pielęgnuj to uczucie, a zobaczysz jak cudownie jest gdy wiesz, że tej drugiej osobie też na tobie zależy.
Jeszcze jedna rada z mojej strony. "Kocham Cię",pewnie dla Ciebie to nie są aż tak ważne słowa. A jednak,zanim je wypowiesz poczekaj na odpowiedni moment.Nie mów ich zbyt szybko bo nawet nie zdajesz sobie sprawy jaką moc posiadają te dwa słowa.Jeśli nie jesteś pewien w 100 procentach swoich uczuć do danej osoby, a chcesz jej sprawić przyjemność mówiąc "Kocham Cię",to lepiej ją przytul czy powiedz w jej stronę jakiś wyszukany komplement.Niech ta druga osoba wie, że "Kocham Cię" to będzie zwieńczenie waszego uczucia i ,że gdy to usłyszy to będzie znak, że jest w twoich oczach kimś NAPRAWDĘ wyjątkowym.
Khalil Gibran
"Miłość niczego innego nie pragnie, tylko spełnić się."
Ale nie o tym dzisiaj chcę się z wami podzielić.Chcę pokazać wam jaką rolę odgrywa miłość w życiu kobiety i kobieta w miłości.Może i moje spostrzeżenia nie będą do końca trafne, ale opiszę wam to z punktu widzenia mężczyzny,a przynajmniej przedstawię wam swoje zdanie na ten temat.
Miłość i kobiety są do siebie bardzo podobne.Obie potrafią być piękne,gustowne i warte najszczerszego złota jak nie więcej. Jednak każdy medal ma dwie strony.Kobieta potrafi być też czasem przebiegła i jak łowca polować na mężczyzn,by później okręcić go sobie wokół palca, żeby tańczył jej jak mu zagra.A że mężczyźni wykazują się ogromną słabością do płci pięknej to tak się często dzieje, że biedak zatraca się a kobieta ma kolejne serce w garści i kolejną zabawkę, która spełni jej zachcianki.
Ale nie każda kobieta taka jest.Są również takie,które chcą prawdziwej miłości i związku.W swoich partnerach szukają podpory i wsparcia za co odpłacają im swoim oddaniem i uczuciem.Bowiem aby związek był udany i szczęśliwy,obojga partnerów obowiązują pewne zasady.Dla sprawdzenia możecie zapytać wasze drugie połówki jakie według nich będą 3 najważniejsze zasady warunkujące udany związek? Na pewno strzelą wam że w związku chodzi o miłość,opiekę i inne pierdoły.Otóż fundamentami prawdziwego związku są szczerość zaufanie i szacunek. Gdy te zasady zostaną zachowane możecie się doczekać naprawdę pięknych chwil razem ze swoimi drugimi połówkami.
Miłość to najgroźniejsza broń w rekach kobiety,ale i zarazem najpiękniejszy podarunek jaki możemy otrzymać.
Więc pamiętajcie,nigdy nie krzywdźcie swoich partnerów ani nie pozwalajcie aby oni w jakikolwiek sposób krzywdzili was.
Jeśli zawiedliście się w miłości,nie skreślajcie jej z waszego życia bo do miłości trzeba dojrzeć tak samo fizycznie jak i psychicznie.Prędzej czy później, każdy z nas zasmakuje niewątpliwie najpiękniejszego uczucia jakie może istnieć.Na miłość mamy całe życie,nie uda się raz to próbuj dalej. Nie myśl też, że dziewczyna czy chłopak sam/a do Ciebie się zgłosi.To wymaga również trochę starania od samego Ciebie.
Wychodź do ludzi,zawieraj nowe znajomości,chodź na imprezy, a z czasem odnajdziesz swą bratnią duszę.Gdy odnajdziesz swoją miłość to pielęgnuj to uczucie, a zobaczysz jak cudownie jest gdy wiesz, że tej drugiej osobie też na tobie zależy.
Jeszcze jedna rada z mojej strony. "Kocham Cię",pewnie dla Ciebie to nie są aż tak ważne słowa. A jednak,zanim je wypowiesz poczekaj na odpowiedni moment.Nie mów ich zbyt szybko bo nawet nie zdajesz sobie sprawy jaką moc posiadają te dwa słowa.Jeśli nie jesteś pewien w 100 procentach swoich uczuć do danej osoby, a chcesz jej sprawić przyjemność mówiąc "Kocham Cię",to lepiej ją przytul czy powiedz w jej stronę jakiś wyszukany komplement.Niech ta druga osoba wie, że "Kocham Cię" to będzie zwieńczenie waszego uczucia i ,że gdy to usłyszy to będzie znak, że jest w twoich oczach kimś NAPRAWDĘ wyjątkowym.
Khalil Gibran
"Miłość niczego innego nie pragnie, tylko spełnić się."
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
